Jesteś tutaj: Home » Z życia Kościoła Katolickiego » Artykuły/Статті » Religia happy endu

Religia happy endu

Wiara Amerykanów jest tak specyficzna, że trudno ją porównać z czymkolwiek innym. Dla przeciętnego Amerykanina nie liczy się to, do jakiego Kościoła należy, tylko czy właściwie realizuje siebie.

Promieniejący szczęściem przystojny mężczyzna w ciemnym garniturze z gracją przechadza się po podwyższeniu. Z jego ust płynnie nieustanny strumień słów modulowany w sposób, jakiego mógłby pozazdrościć niejeden zawodowy aktor. Zebrany tłum entuzjastycznie reaguje na pełne emocji wezwania mężczyzny, a wybuchy ogólnej radości raz po raz rozlegają się podczas energetycznych pieśni roztańczonego chóru. Dla postronnego widza wygląda to jak skrzyżowanie politycznego wiecu z widowiskiem muzycznym, dziś jednak tak wygląda typowe chrześcijańskie nabożeństwo, w którym co niedziela uczestniczą – osobiście lub przed ekranami telewizyjnymi – miliony Amerykanów. Badania socjologiczne niezmiennie od wielu lat pokazują, że mieszkańcy Stanów Zjednoczonych należą do najbardziej religijnych ludzi świata: 96 proc. Amerykanów deklaruje wiarę w Boga, 75 proc. codziennie się modli, a 30 proc. chrześcijan uważa, że osobiście spotkało Jezusa. Te liczby od dawna wprawiają w zdumienie Europejczyków, którzy sądzą, że rozwój gospodarczy i naukowo-techniczny musi się łączyć z rozkładem życia religijnego. Ameryka zdaje się kpić z tego „postępowego” dogmatu i nieustannie od 200 lat deklaruje na dolarowych banknotach ufność w Bogu.

Tradycyjny indywidualizm. Wiara Amerykanów jest tak specyficzna, że trudno ją porównać z czymkolwiek innym. Jak zauważył kanadyjski filozof Charles Taylor, jej podstawową cechą jest głęboki indywidualizm powodujący, że dla przeciętnego Amerykanina nie liczy się to, do jakiego Kościoła należy, tylko czy właściwie realizuje swoje własne „ja”. Amerykańska mobilność wyznaniowa w pełni odpowiada zmiennemu rytmowi życia społeczeństwa mobilnego. Konwersję mogą spowodować takie wydarzenia jak przeprowadzka do innego stanu lub zmiana statusu społecznego. Najważniejsze jest bowiem nie przywiązanie do dogmatów, liturgii i tradycji, tylko osobiste doświadczenie wiary. Z tego też powodu dla Amerykanów nie istnieje właściwie pojęcie religijnej konwersji, tak jak rozumiemy ją w Europie. W ich własnych oczach nic szczególnego się nie zmienia, bo przecież zawsze pozostają wierni Jezusowi i… sobie.

Badacze myśli religijnej, tacy jak kanadyjski filozof Charles Taylor, uważają, że źródła indywidualizacji religii tkwią w protestantyzmie. Wraz z rozwojem teologii protestanckiej w sporze między jednostką a wspólnotą kościelną protestanci opowiedzieli się po stronie jednostki. Nie tylko uznali, że indywidualna wiara jest ważniejsza od kościelnej Tradycji, lecz także doszli do wniosku, że Kościół może się okazać przeszkodą dla duchowego rozwoju.

Pierwszymi osadnikami na amerykańskiej ziemi byli purytanie, przedstawiciele radykalnych sekt protestanckich, które w pełni akceptowały te idee. Kościół katolicki utożsamiali z apokaliptycznym Babilonem, a papieżem jako wysłannikiem Antychrysta straszyli dzieci. Zerwanie zarówno z katolicyzmem, jak i z umiarkowanymi odłamami protestantyzmu purytanie uważali za konieczne do zbawienia. Nic dziwnego, że pierwsze amerykańskie zgromadzenia religijne same zaczęły się dzielić wskutek indywidualnych poszukiwań poszczególnych wiernych, którym formy religijności proponowane przez tradycyjny purytanizm przestały odpowiadać. Amerykański protestantyzm szybko oderwał się od swoich europejskich korzeni i wykształcił coś, co można nazwać panamerykańską religią szczęścia-bez cierpienia i krzyża, bez chorób i obowiązkowo z finansowym sukcesem.

Kult szczęścia. „Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi życie, wolność i swoboda ubiegania się o szczęście” – głosi zredagowana w 1776 roku amerykańska Deklaracja Niepodległości. W żadnym innymi kraju prawo obywateli do szczęścia nie zostało zadekretowane przez prawo. I nigdzie indziej nie zakorzeniła się w społeczeństwie filozofia szczęścia reprezentowana przez hasło „keep smiling”. Według sondaży 90 proc. Amerykanów wierzy w raj, a wiele wskazuje na to, że mają na myśli raj na Ziemi.

Kult szczęścia obejmuje całe amerykańskie społeczeństwo i dotyczy wyznawców najróżniejszych odłamów protestantyzmu, katolików, wyznań niechrześcijańskich, a nawet niewierzących. Jego źródłem jest nie tylko nasycona oświeconym optymizmem XVIII-wieczna myśl polityczna, lecz także – a może przede wszystkim – purytańska teologia.

Jak zauważa politolog Tomasz Żyro, w XVII i XVIII wieku Amerykanie żyli mitami Nowego Jeruzalem i Nowego Izraela. W kazaniach z owego okresu znajdujemy wizję nowego ludu wybranego, który prowadzony przez Boga dociera do nowej ziemi, by rozpocząć nową epokę w dziejach ludzkości. Ameryka staje się Nowym Syjonem, Amerykanie Nowym Izraelem budującym Nowe Jeruzalem, szczęśliwe społeczeństwo.

Tę myśl ochoczo podjęli w XVIII wieku kaznodzieje popierający walkę o wyzwolenie Stanów spod kurateli Wielkiej Brytanii. Philip Payson przeciwstawiał „grzeszny stan ludu angielskiego” czystej ziemi amerykańskiej. Ta ostatnia to „szczęśliwa kraina powstała z potopu nieprawości Starego Świata, pogrążonego w luksusie i rozpustnym nieumiarkowaniu”. Niektórzy twierdzili wręcz, że docierając przez ocean do nowej Ziemi Obiecanej, naród amerykański otrząsnął się z grzechu pierworodnego.

Amerykański mesjanizm stał się fundamentem miejscowego kultu publicznego funkcjonującego po dziś dzień. Amerykanie są przekonani, że są narodem wybranym, któremu Bóg nie tylko nieustannie błogosławi, lecz także powierzył szczególną misję ustanowienia bożego ładu na całej Ziemi.

W przeciwieństwie do swych europejskich odpowiedników religijny mesjanizm made in USA jest ugruntowany na wierze, że Królestwo Boże zostało, w ten czy inny sposób, już ustanowione. Budowana przez sprawiedliwych Ameryka jest zapowiedzianym w Apokalipsie Tysiącletnim Królestwem Bożym, którego powołanie poprzedzi koniec świata. W XVIII-wiecznych pamfletach z okresu walki o niepodległość znajdziemy wizję Ameryki dosłownie przeniesioną z Apokalipsy. Nowy kontynent jest tam przedstawiony jako cudowny świat dany przez Boga na schronienie dla „ubogich, prześladowanych i ściganych”, który stanie się oazą dobrobytu i powszechnego szczęścia. Co prawda nie wszyscy ówcześni kaznodzieje podzielali ten eschatologiczny optymizm, ale lud chętniej słuchał głosicieli poglądu, że historia skończyła się happy endem o imieniu Stany Zjednoczone Ameryki. W czasie rewolucji amerykańskiej optymizm i indywidualizm splotły się w jedną całość, stając się fundamentem amerykańskiego sposobu życia.

Henryk Sienkiewicz, tak jak inni obserwatorzy XIX-wiecznych Stanów Zjednoczonych, uważali, że wiara w siebie jest jednym z motorów rozwoju nowego państwa. I trudno nie przyznać im racji. Do połowy XX wieku purytańskie tradycje były w Ameryce bardzo żywotne. Przeciętny Amerykanin utożsamiał osobiste szczęście z ideałem wytężonej pracy i indywidualnej przedsiębiorczości, które w społeczeństwie opartym na sprawiedliwości oraz wolności owocują materialnym dobrobytem i rodzinną stabilizacją.

Chrystus jak żywy. Jednak obyczajowa rewolucja lat 60. XX wieku podkopała zasady tej etyki. Pierwotne rozumienie szczęścia zastąpiła egoistyczna koncepcja, że każdy samodzielnie wybiera to, co uznaje za dobre i szczęśliwe. Spowodowało to nie tylko rozluźnienie obyczajów, ale w połączeniu z gwałtownym rozwojem gospodarczym, którego główną siłą napędową jest rozbudzanie masowej konsumpcji, doprowadziło do podważenia purytańskich ideałów.

Rewolta pokolenia ’68 pozostawiła wielki osad niepokoju. Nie rozwiał go ani wzrost zamożności, ani rozkwit konsumpcji. Protestanccy kaznodzieje, zaniepokojeni wizją pustych kościołów, zaczęli dostosowywać swoje nauki do potrzeb nowej mentalności, by wypełnić rynkową lukę. Co niedziela bez wytchnienia przekonują wiernych, że Jezus nadal jest z nimi i wszystko jest w porządku. Strumień Bożej łaski wciąż spływa na Amerykę oraz jej mieszkańców, nie powinni się więc niczym martwić. Żeby nie wzbudzać niepokoju wiernych, pastorzy starannie omijają problematykę moralną, wybory etyczne pozostawiając sumieniu wiernych. Wszak Jezus ich kocha i doświadczają tylu łask, że nie mogą pobłądzić. Cierpienie, śmierć są całkowicie nieobecne. Hasło: „Nic się nie martw, Jezus Cię kocha” stało się osią nowej amerykańskiej teologii. Jak zauważył teolog Richard Niebuhr: „Chrześcijanie amerykańscy czczą Boga, który nie zna gniewu, prowadzi ludzi bez grzechu ku Królestwu bez Sądu Ostatecznego, z pomocą Chrystusa bez krzyża”.

Przemiany religijności objęły również katolików i liberalne nurty judaizmu. Amerykańscy księża starają się nie mącić spokoju wiernych problematyką grzechu. Z wielu kościołów definitywnie zniknęły konfesjonały, a sama spowiedź stała się czymś wyjątkowym. Kapłani zapewniają wiernych, że wszystko jest w porządku, ja jestem w porządku i wy jesteście w porządku. Od czasu do czasu przypomną, że ofiary można odliczyć od podatku, a każdy przekazany dolar zostanie starannie rozliczony w rocznym bilansie, którego szczegółowość w niczym nie ustępuje księgowości prowadzonej przez firmy.

Amerykańska parafia jest bowiem traktowana jak przedsiębiorstwo świadczące specyficzne usługi duchowe. W zamian za duchowe pocieszenie, za przypomnienie o szczęściu, które jest prawem i obowiązkiem, oszczędni skądinąd Amerykanie wpłacają całkiem pokaźne sumy. Obrotni protestanccy wielebni potrafią to świetnie wykorzystać, przekształcając małe zgromadzenia w megakościoły, zorganizowane na wzór firm handlowych. Oferowanym dobrem jest szczęście pochodzące od Boga, a więc najwyższej jakości. Sprzedawcę zastępuje charyzmatyczny kaznodzieja, wprost kipiący nadmiarem radości, którą przyniósł mu Jezus i którą chętnie się podzieli. Za jego plecami sztab ludzi przygotowuje książki, broszury, gadżety, całą masę różnych przedmiotów pomagających utrzymać błogostan. Potężnym narzędziem jest tu telewizja traktowana jako telemarketingowy kanał sprzedaży szczęścia.

Znany francuski publicysta Guy Sorman zauważył, że amerykańska religia szczęścia zrodziła chrześcijaństwo bez krzyża, „U protestantów Chrystus jest żywy, a krzyż – pusty. U zielonoświątkowców krzyż zastępuje gołębica, symbol Ducha Świętego”. Amerykański Jezus to zdrowy, krzepki mężczyzna o ciele atlety, wiecznie uśmiechnięty, w otoczeniu podobnych mu, zadowolonych z siebie i ze świata apostołów. Nic dziwnego, że film „Pasja” Mela Gibsona wywołał w Ameryce konsternację. Wbrew słowom kaznodziejów okazało się, że Jezus – dostawca szczęścia – umarł cierpiący, samotny i opuszczony.

—–

Религия «Хэппи энда»

Христианство, предназначенное быть «культом счастья»


Вера американцев настолько специфична, что сложно ее с чем-нибудь сравнить. Для среднего американца совершенно все равно, к какой церкви принадлежать, лишь бы реализовать себя.

Излучающий счастье серьёзный мужчина в темном костюме, элегантно расхаживающий по сцене. Из его уст истекает непрерывный поток слов, которым мог бы позавидовать не один профессиональный артист. Собравшаяся здесь толпа с энтузиазмом реагирует на полные эмоциями воззвания этого человека, и взрывы общей радости постоянно взлетают во время полных энергии песен этого наэлектризованного хора. Для стороннего наблюдателя это напоминает смесь политического собрания с музыкальным шоу, в котором еженедельно принимают участие лично, или перед телевизионными экранами миллионы американцев. Социологические исследования, проводимые на протяжении множества лет, показывают, что жители США принадлежат к наиболее религиозному обществу мира: 96% американцев декларирует веру в Бога, 75% ежедневно молится, а 30% христиан считают, что лично встретились с Иисусом. Эти цифры издавна приводят в изумление европейцев, которые считают, что экономический и научно-технический прогресс должен следовать за разложением религиозной жизни. Америке удается усмехаться над этим «постепенным догматом», без устали уже 200 лет декларируя на долларовых банкнотах доверие Богу.

Традиционный индивидуализм

Вера американцев настолько специфична, что ее сложно сравнить с чем-либо другим. Как заметил канадский философ Чарльз Тейлор, ее фундаментальным признаком является глубокий индивидуализм, ведущий к тому, что для среднего американца все равно – к какой церкви он принадлежит, – лишь бы там реализовалось его собственное «я». Американская деноминационная мобильность вполне отвечает американскому мобильному стилю жизни. Переходу в другую деноминацию может стать причиной переезд в другой штат или изменение социального статуса. Важнейшим является не привязанность к догматам, литургии или традиции, – лишь личный опыт веры. Поэтому, собственно, для американцев не существует понятия религиозной деноминации, так, как это понимают в Европе. В их глазах ничего не изменяется, потому что «всегда остаются верны Иисусу и… себе».

Исследователи религиозной мысли, такие, как канадский философ Чарльз Тэйлор, считают, что источники индивидуализации кроются в протестантизме. Вместе с развитием протестантского богословия, в споре между личностью и церковной общиной протестанты стали на сторону личности. Не только признали, что индивидуальная вера является важнее церковной Традиции, но так же пришли к выводу, что Церковь может быть препятствием для духовного развития.

Первыми поселенцами на американской земле были пуритане, представители радикальных протестантских сект, которые вполне приняли эту идею. Католическую Церковь они отождествляли с апокалиптическим Вавилоном, а папство – представителем Антихриста и им пугали детей. Разрыв как с католицизмом, так и с умеренными ветвями протестантизма, пуритане признавали обязательным для спасения. Ничего удивительного, что первые американские общины сами начали делиться, как результат индивидуальных поисков отдельных верующих, тех, для кого формы, предлагаемые традиционным пуританизмом формы, перестали соответствовать их образу веры. Американский протестантизм быстро оторвался от своих европейских корней и воспитал нечто, что можно назвать панамериканской религией «счастья – без страдания и Креста», без болезней и с обязательным финансовым успехом.

Культ счастья

«Считаем следующие положения истинными: что все люди сотворены равными, что Творец одарил их определенными ненарушимыми правами, что в состав этих прав входят жизнь, свобода и стремление к счастью» – провозглашает американская Декларация Независимости редакции 1776 года. Ни в одной другой стране «право гражданина на счастье» не было задекларировано законом. И нигде больше не укоренилась в обществе «философия счастья» не была преподнесена лозунгом «keep smiling». Согласно опросам 90% американцев верит в рай, но многое говорит о том, что они верят в «рай на земле».

Культом счастья охвачено все американское общество и касается сторонников разнообразнейших ветвей протестантизма и католиков, а так же нехристианских конфессий, и даже вообще неверующих. Его источником является не только не только политическое мышление XVIII-го века насыщенное оптимизмом Просвещения, но так же (а может быть – прежде всего) – пуританская теология.

Как замечает политолог Томаш Жиро, в XVII и XVIII веках, американцы жили мифами Нового Иерусалима и Нового Израиля. В проповедях того времени мы можем найти видение «нового избранного народа», который ведомый Богом, достигает новой земли, чтобы начать новую эпоху в истории человечества. Америка становится «Новым Сионом», американцы – «новым Израилем», строящим «Новый Иерусалим», счастливое общество…

Это мышление охотно приняли в XVIII веке проповедники, поддерживающие борьбу за освобождение Штатов из-под опеки Великобритании. Филипп Пайсон противоставлял «грешное состояние англичан» чистой американской земле. Она – «счастливая страна, вышедшая из потопа греха Старого Мира, погруженного в роскошь и бесконечный разврат». Некоторые утверждали, что «добираясь через океан в новую Землю Обетованную, американский народ омывался от первородного греха».

Американский мессианизм стал фундаментом местного публичного культа, функционирующего и по сей день. Американцы убеждены, что они – народ избранный, который не только Бог благословил, но и которому сам Бог вручил миссию установления божественного порядка на всей Земле.


В противоставлении к своим европейским аналогам, религиозный мессианизм «made in USA» базируется на вере, что Царство Боже, в той, или иной степени – уже установлено. Построенная справедливо Америка, является тем самым заповеданном в Апокалипсисе Тысячелетним Царством Божиим, воззвание которого к жизни, предварит конец света. В памфлетах XVIII века, во времена войн за независимость, имеется в том числе видение Америки, дословно перенесенное из Апокалипсиса. Новый континент там представлен как чудесный мир, данный Богом для «нуждающихся, преследуемых и гонимых», который станет оазисом благосостояния и всеобщего счастья. Правда, не все проповедники того времени разделяли тот эсхатологический оптимизм, но народ охотней слушал тех, кто провозглашал взгляд, согласно которому история закончилась «хэппи эндом» под названием Соединенные Штаты Америки. Во время американской революции оптимизм и индивидуализм сплелись в единое целое, это явление стало фундаментом американского образа жизни.


Хенрик Сенкевич, как и другие наблюдатели США XIX века, считали, что вера является одним из двигателей развития нового государства. Сложно не признать их правоты. До середины ХХ века пуританские традиции были в США весьма жизненны. Средний американец ассоциировал личное счастье с идеалом напряженного труда и индивидуальной предприимчивости, которые в единении, базирующимся на честности и свободе, приносят плоды материального благосостояния и семейной стабильности.


Христос, как живой

Однако революция традиций 60-х годов ХХ века пошатнула устои этой этики. Первичное понимание счастья сменила эгоистическая концепция, понимаемая так, что каждый самостоятельно принимает то, считает добром и счастьем. Причиной тому послужило не только смягчению нравов, но и в соединении с насильственным экономическим развитием, главной побудительной силой которого является массовое потребление, привело к сомнениям в пуританских идеалах.

Бунт поколения-68 оставил после себя большой осадок беспокойства. Не развеял его на расцвет богатства, ни рост потребления. Протестантские проповедники, обеспокоенные запустением в церквах, начали приспосабливать свое учение к потребностям нового менталитета ради выполнения рыночного заказа. Каждое воскресенье они убеждают верующих, что Иисус и далее с ними, и что все в порядке. Поток Божьей благодати и дальше нисходит на Америку и ее жителей, и они не должны ни о чем беспокоится. Чтобы не возбуждать беспокойства верующих, пасторы старательно обходят моральные проблемы, этический выбор предоставляя совести прихожан. И все же Иисус их любит и они получають столько благодати, что не могут ошибиться. Страдания, смерть – этого не существует.

Лозунг «ни о чем не беспокойся – Иисус тебя любит» – стал осью новейшей американской теологии. Как заметил богослов Рихард Нибур: «Американские христиане почитают Бога, который не знает гнева, ведет людей без греха к Царству Божию без Страшного Суда с помощью Христа без Креста»

Перемены религиозности достигли уже и до католиков и до либеральных кругов иудаизма. Американские священники стараются уже не лишать покоя верующих проблемой греха. Во многих храмах исчезли конфессионалы[1], а сама исповедь стала чем-то исключительным. Священники уверяют верующих, что «все в порядке, и вы тоже в порядке». Время от времени напоминают, что пожертвования могут быть внесены за счет налогов, а каждый переданный доллар будет тщательно учтен в годовом балансе, точность которого ничем не отличается бухгалтерии, ведомой фирмами.

Американский приход рассматривается как предприятие, оказывающее «духовные услуги». В замен за духовное утешение, за напоминание о счастье, которое есть правом и обязанностью, экономные американцы выплачивают приличные суммы. Оборотистые протестантские служители умеют это великолепно использовать, превращая малые общины в «мегацеркви», организованные по образчику торговых фирм. Предложенным добром является счастье, исходящее от Бога, при чем – наилучшего качества! Продавцом выступает харизматический проповедник, прямо кипящий чрезмерной радостью, которую принес ему Иисус, и которой он так охотно делится. За его плечами – штаб людей, готовящих книги, брошюры, буклеты, массу различных предметов, помогающих удержать благодать. Мощным оружием здесь выступает телевидение, являющееся, по сути, телемаркетинговым каналом продажи счастья.

Известный французский публицист Ги Сорман обратил внимание, что американская религия счастья породила христианство без Креста. «У протестантов Христос жив, а крест – пуст. У пятидесятников крест заменен голубем, символом Святого Духа». Американский Иисус – это здоровый, крепкий мужчина атлетического телосложения, всегда улыбающийся, в окружении подобных Ему, довольных самими собой и миром апостолов. Ничего удивительного, что фильм «Страсти Христовы» вызвал в Америке недоумение. Вопреки словам проповедников оказалось, что Иисус – доставитель счастья – умер страдающим, одиноким и оставленным…

.


[1] Кабинки, в которых происходит Таинство Исповеди (прим. переводчика)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code