Jesteś tutaj: Home » AKTUALNOŚCI » Regiony » Żytomierski » Dworek w Korostkach

Dworek w Korostkach

Zdjecie pałacu w Korstkach. Obecnie na terenie rejonu lubarskiego w obwodzie żytomierskim. Fot. http://ukrainaincognita.com

Po zwiedzeniu różnych stron i zakątków majętności miropolskiej oraz po obejrzeniu bardzo schludnie utrzymywanego kościoła z nagrobkami Dzieduszyckich i Rostworowskich, umieszczonymi w jego wnętrzu, jak i parafialnego poza miastem cmentarza z katakumbową kaplicą Czapskich, pozostawało tylko do zrobienia kilkawiorstowej przejażdżki do Korostek.

Nawiedziny tej pięknej i znacznej pana Orłowskiego posiadłości, odbyłem z gospodarzami Miropola w przeddzień mojego z nadsłuczańskich stron odjazdu. Malownicze sioła, najeżone skałami i opięte w festony z olbrzymich bodiaków wiszary nadwodne, sterczące na szczycie leśnego płaskowzgórza ruiny bazyliańskiego monasteru i długie szeregi lasów, podszyte kwiecistym łąk kobiercem, opasywały nam mozaiką prześlicznych obrazków całą tę drogę.

Wjechawszy elegancką, w lekkim stylu zbudowaną bramą na przestronny dziedziniec korostkowskiego dworu, od razu spostrzegłem tu, dość rzadki u nas, ład, porządek i holenderską w najskrytszych zakątkach czystość. O ile wiemy z miejscowych opowiadań, pan Orłowski przez długi czas używał niczym nieskrępowanej swobody kawalerskigeo stanu; z epoki więc celibatu zachował dotąd w sobie wszystkie dodatnie cechy rządności tudzież zamiłowania w systematycznie utrzymywanym porządku; i dziś, kiedy małżonka jego, związana licznymi węzłami krwi z patrycjatem krakowskim, często bardzo przemieszkuje w starym grodzie całe letnie, lub zimowe sezony, on sam, wielki lubownik wsi, nie rusza się z Korostek i dawnym zwyczajem gospodaruje, wznosi okazałe i użyteczne gmachy, pielęgnuje, lub rozszerza z pomologiczną, oraz botanizną znajomośćią rzeczy ogród i park swój przestronny, a ściany starego, lecz ładnie utrzymywanego dworca, zdobi suto w dzieła sztuki malarzy polskich.

Dziwnym trafem nasze zaimprowizowane naprędce odwiedziny Korostek wypadły właśnie w tym czasie, kiedy ich gospodarz, wierny stróż domowego ogniska, odjechał z domu na dni parę. Wiadomość ta, zobojętniająca nadzieję oglądania domu, na razie zmartwiła mnie nieco; wszakże rychło potem, przy pośrednictwie państwa Czapskich, zawady te dały się usunąć, i my z ozdobionego w rycerskie insygnia krużganku wprowadzeni przez kamerdynera do pokojów gościnnych, mogliśmy bez przeszkody obejrzeć kilka ładnie umeblowanych komnat, wytworną saską i sewrską porcelanę, przepysznie rzeźbiony, na wzór starożytnych modelów, kredens, oraz dwadzieścia większych i mniejszych obrazów polskiego pędzla.

Gdyby ten długi szereg świetnie utrzymywanych i w bogate oprawionych ramy obrazów był tylko gustownym zbiorem płócien cudzoziemskiego pędzla, nie uważalibyśmy wcale ani za konieczne, ani za właściwe umieszczać tutaj wypisu szczegółowego ich treści, oraz nazwisk malarzy; ale ponieważ zebrane przez miłośnika sztuki krajowej, pana Orłowskiego, piękne i mało znane utwory, stanowią prywatną galeryjkę wyłącznie narodowych malatur, zatem poczytujemy za obowiązek kochającego swój kraj sprawozdawcy wymienić tu każdy z osobna obraz i obrazek naszych, pracujących u siebie, lub na obczyźnie, uzdolnionych artystów. Wszystkie te płótna mieszczą się głównie w dwóch komnatach: w sali jadalnej, czyli tak zwanej czokoladowej, i w pokoju błękitnym. W pierwszym idą po kolei: Nauka działania, Kozakiewicza; Krakowiacy, Kostrzewskiego; Ruiny zamku, Szermentowskiego; Sielanka ludowa, Kostrzewskiego, Po napadzie Tatarów, Kozakiewicza; Widok morski, Pillatego; Pejzaż, Gersona; Głowa starca, Mireckiego, oraz trzy pejzaże: Szuppego, Marszewskiego i Cypriana Norwida. W nebieskim zaś pokoju oglądamy: Wnętrze kościoła, Gierymskiego; Pejzaż, Jaroczyńskiego; Piastunka z dziećmi, Pillatego; Żebrak w klasztorze, Cynka; Konie ukraińskie, Kossaka; Szkic kobiety z dzieckiem, Szermentowskiego; Scena ludowa w karczmie, Eliasza i Siostra Miłosierdzia, Leopolskiego.

Spędziwszy godzinkę czasu w radującej serca atmosferze rodzinnej sztuki, opuściłem wnętrze korostkowskiego dworu z uczuciem czci prawdziwej dla szlachetnych dziedzica upodobań, i udałem się w towarzystwie moich łaskawych przewodników w głąb ogrodu. Obejrzenie ślicznie utrzymywanych kwiatowych parterów, misternie w kanty strzyżonych krzewów rabatowych, różnych grup drzew olbrzymich, oraz umiejętnie w załomach parku rozrzuconych tu i ówdzie murowanych budynków, zajęło nam krótszą trochę, ale niemniej przyjemnie spędzoną chwilkę czasu. Przed zachodem słońca odjechałem z Korostek, a nazajurtz rano, pożegnawszy serdecznie gospodarzy miropolskich, pociągnąłem w dalszą ku Berdyczowowi podróż.

Walery Franczuk na podstawie tekstu Edwarda Chłopickiego, Stepowe szlaki, „Kłosy”, t. XXXI, Nr 792. s. 158., 28.04.18 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code