Jesteś tutaj: Home » AKTUALNOŚCI » Regiony » Winnicki » Warto przyjechać i zobaczyć bo jutro tutaj kamienia na kamieniu nie pozostanie…

Warto przyjechać i zobaczyć bo jutro tutaj kamienia na kamieniu nie pozostanie…

NapadówkaKoncentrując się głównie na rezydencjach polskich ziemian w trzech dzisiejszych obwodach Ukrainy – winnickim, żytomierskim oraz chmielnickim – bardzo szczegółowo opisanych w książce „300 polskich zamków i rezydencji na Ukrainie”, w naszej następnej części opowiadania wracamy na Podole, zmierzając dalej w kierunku Lipowca. Zgodnie z intencjami autora książki Dmytra Antoniuka kilka kilometrów za Rososzą skręcamy w prawo, a dalej w lewo do Napadówki.

W tej miejscowości jeszcze stoi (podkreśliłem słowo „jeszcze”, bo przy dzisiejszym stosunku ukraińskich władz do zabytków historii tych pamiątek z każdym rokiem ubywa) klasyczny pałac rodziny Przyłuskich. Uważa się, że on został wzniesiony pod koniec XVIII – na początku XIX w., a pierwszym jego właścicielem był marszałek szlachty powiatu lipowieckiego Walerian Przyłuski – znany podróżnik (znał osobiście metresę króla Ludwika XV madame du Barry). Po jego śmierci Napadówka została własnością starszego syna Jana, słynącego ze swojej ekscentryczności. Żyjący wówczas wspominają, że pan Przyłuski ciągle urządzał w napadowskim pałacu uczty i przyjęcia, „gdzie panowała nieomal etykieta szlachecka, a sam właściciel pojawiał się przed gośćmi w mundurach odświętnych z orderami”. Ponieważ rodzina Przyłuskich nie była zbyt zamożna, niedługo pan Jan znalazł się na skraju bankructwa. W roku 1851 został wybrany na marszałka szlachty, ale carski urząd, dowiedziawszy się o żałosnym stanie jego kapitałów, odwołał go i dwa lata później Jan Przyłuski zmarł w nędzy. Wtedy pałac miał otrzymać w posiadanie najbliższy krewny – Juliusz Strytyński, lecz z powodu ogromnych długów musiał sprzedać majątek na aukcji pułkownikowi Michałowi Protopopowi. Ostatnim przed rewolucją 1917 roku posiadaczem pałacu był niejaki Lange. Po nim urządzono tutaj szkołę, funkcjonującą do lat 90. Obecnie zabytek stoi pusty i ulega zniszczeniu pod wpływem czasu i wandali.

Mimo wszystko, zachowała się oryginalna architektura napadowskiego pałacu. Ocalały obydwa portyki z kolumnami – na naczółku mieściły się kiedyś herby Przyłuskich – nad oknami do dzisiaj widnieją przepiękne maszkarony i fryz. Ale najciekawsze w tym pałacu – to pozostałości dawnych ozdób komnat z amfiladowym układem i owalną salą pośrodku. Pary kolumn z korynckimi głowicami, między którymi znajduje się kilka prostokątnych panneau ze sztukaterią, przedstawiającą sceny antyczne, zdobią salę. Przykro, ale ocalały tylko dwa z siedmiu panneau, reszta sztukaterii, jak to wynika z charakteru uszkodzeń, została zniszczona celowo. Niewątpliwie, właśnie w tej największej sali Jan Przyłuski urządzał swoje wystawne uczty…

Dookoła pałacu zachował się również basen fontanny, oficyna i brama. Ale jeżeli natychmiast nie zacznie się odnowa tego zabytku, to w ciągu najbliższych pięciu lat pałac zostanie po prostu rozkradziony na cegłę

OratówZ Napadówki jedziemy w kierunku Pohrebyszcza, skręcając na rozdrożu w prawo, do Oratowa. Mijamy znaną już nam Małą Rostówkę, Czagów, jeszcze dwie wsie i wjeżdżamy do Oratowa. W mieście, znanym od 1584 roku, za czasów Chmielnicczyzny była forteca, zdobyta przez kozaków. Później miastem rządzili Orańscy, Puławscy i, po części, Bobrowscy. Warto powiedzieć, że przetrwał tutaj odrestaurowany kościół, gdzie brali ślub rodzice znanego później na całym świecie pisarza Józefa (Josepha) Konrada Korzeniowskiego.

W Oratowie warto odnaleźć stare pomieszczenie internatu obok muzeum krajoznawczego. Jest to dawny pałac generała Michała Woronowicza. Wiadomo, że przybył on tutaj z Petersburga i w roku 1894 zbudował pałac, o czym mówi data na wieży budynku. Być może, był Rosjaninem, chociaż ze względu na nazwisko, nie wykluczone i polskie pochodzenie. Pałac w 1983 roku został przebudowany na tyle (oprócz tego budynek jest cały pokryty kaflami), że gdyby nie wspomniana wieża i balkon z tralkami nad wejściem, nie byłoby możliwe rozpoznać w nim zabytek. Żadne z wnętrz oryginalnych nie zachowało się.

Z Oratowa drogą prowadzącą do Tetyjowa docieramy do wsi Buhajówka. W centrum skręcamy w lewo. Za 250 m wśród drzew widzimy ruiny domu zagrodowego marszałka szlachty powiatu taraszczańskiego Feliksa Szostakowskiego, zbudowanego w 1893 roku w stylu secesyjnym. Niestety, jest to jeszcze jeden przykład obojętności i ignorancji w naszych czasach. Zabytek pozostawiono bez dachu, rozkradziono na cegłę. Zewsząd jest zarośnięty gąszczem.

BuhajówkaZnowu zmierzamy w kierunku Oratowa, ale w pierwszej wiosce (Nowożywotów) na samym początku skręcamy w prawo. Mijamy Jakimówkę i w Kamiennogródce skręcamy w lewo, jedziemy przez całą wieś do samego końca. Dalej zaczyna się droga polna (uwaga! okropna droga!) i za 500 m będzie już Werbiwka. Chociaż wydaje się, że to już koniec świata, jednak nawet tutaj jest niewielki piętrowy (!) pałac, w którym obecnie mieści się szkoła średnia. Datowany jest na rok 1812, ponieważ w jednej ze ścian znaleziono cegłę z tym rokiem. W każdym razie wiadomo, że pałac powstał w pierwszej połowie XIX w. wysiłkiem i kosztem Piotra Suwczyńskiego (wg innych źródeł Zbyszewskiego). Starsi ludzie wspominają także ostatniego pana (być może, potomek Suwczyńskiego), który w każdą sobotę urządzał poczęstunek dla wiejskich dzieci, darując każdemu po 5 kopiejek. W owych czasach za te pieniądze można było kupić, powiedzmy, buciki. Ludzie tak lubili swojego dziedzica, że kiedy w latach 20. przyszli tutaj komsomolcy pod hasłami „zrujnujmy pańskie – zbudujmy radzieckie”, wszyscy mieszkańcy wsi okrążyli zagrodę i jej bronili.

W ubiegłym roku przeprowadzono mały remont budynku, zamieniono dach. W czasie prac na strychu znaleziono płytę gramofonową z hymnem „Boże, zachowaj cara!”, którą przekazano do rejonowego muzeum krajoznawczego. Dyrektor szkoły ma również kilka zielonych kafli, pochodzących ze starych pieców pałacowych z napisem „London”.

Przez Kamiennogródkę z powrotem wracamy na drogę asfaltową T-0223 i przez Skomoroszki i Czerniawkę dostajemy się do wioski Plisków (jest tutaj dawna synagoga – obecnie dom kultury), skręcamy w lewo i dojeżdżamy do końca wsi, gdzie skręcamy w kierunku Andruszówki.

Pokonujemy kilkaset metrów zniszczonej kostki (soszy) i znajdujemy się w centrum wsi przed ruinami klasycznego pałacu. Jest to żywy przykład przyszłego losu zabytku napadowskiego. Rezydencja, która w ostatnich czasach była w posiadaniu Tyszkiewiczów, znajduje się w całkowitej ruinie – brakuje jej nie tylko dachu, ale i połowy ścian. W środku owalnej sali z widokiem na piękny krajobraz wsi, leżą stosy bitej cegły. Na frontonie widoczny tylko mały fragment stiukowego herbu właścicieli. Obawiam się, że zbliżają się ostatnie lata zabytku… A kiedyś…

AndruszówkaHistoria Andruszówki sięga co najmniej początku XV w., kiedy posiadali ją Kuczogórscy. Po nich do 1917 roku we wsi pozostawał mały zamek gotycki, przerobiony przez Tyszkiewiczów na komorę. Po nich wieś znajdowała się w posiadaniu kilka rodzin, w tym Lubomirskich, Sanguszków, Szembeków. Pod koniec XVIII w. Andruszówka przeszła do Jakubowskich, którzy zbudowali tutaj dworek w stylu klasycznym. Być może, resztki właśnie ich herbu widoczne są na frontonie. W roku 1844 majątek otrzymał w spadek marszałek szlachty powiatu humańskiego Stanisław Tyszkiewicz. Od niego Andruszówkę dostał syn Michał – malarz, historyk, działacz społeczny, założyciel fundacji literatów i artystów przy Uniwersytecie Warszawskim. On nie tylko przebudował rezydencję, ale i znacznie zwiększył jej rozmiary. Główne wejście przeniesiono do nowego skrzydła, a w starym usunięto kolumny; zbudowano jeszcze jedno skrzydło; dokładnie zmieniono układ komnat mieszkalnych.

Jedną z najcenniejszych rzeczy pałacu andruszowskiego (pod względem historycznym) była komoda z tulczyńskiej rezydencji Potockich, pochodząca z XVIII w. Ponadto Tyszkiewiczowie zgromadzili sporo gobelinów, dlatego też jedna z sal była nazywana Gobelinowa, oraz znaczną kolekcję portretów rodzinnych i prac współczesnych polskich malarzy. Szczególne miejsce posiadały obrazy samego Michała Tyszkiewicza. Prawdopodobnie, wszystko to zniknęło po rewolucji bolszewickiej.

Po Drugiej Wojnie Światowej w pałacu do roku 1990 mieściło się biuro kołchozu. Po likwidacji kołchozów „rozwiązana” i doprowadzona do całkowitej ruiny została również i stara rezydencja. Czy odrodzi się ona na nowo – jest to chyba pytanie retoryczne.

Dmytro Antoniuk, opracowanie Irena Rudnicka, bwp

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code