Jesteś tutaj: Home » AKTUALNOŚCI » Różne » Warto wiedzieć » …Tam pod jarem, gdzie w wojence padł, wyrósł na mogile białej róży kwiat

…Tam pod jarem, gdzie w wojence padł, wyrósł na mogile białej róży kwiat

– Straszny zapach śmierci i leżące wzdłuż „kazionnego” szlaku ciała polskich żołnierzy – te makabryczne wspomnienia są przekazywane od pokolenia do pokolenia mieszkańcom malutkiej wsi Ozerna (Jeziorna) w obwodzie winnickim, w pobliżu której na początku czerwca 1920 r. Pierwsza Konarmia Budionnego przerwała linię frontu, którą broniły 6. i 2. Polskie Armie i wdarła się na ich tyły, co spowodowało odwrót zarówno polskiego wojska i ukraińskich oddziałów Symona Petlury na Zachód.

„Chrześcijansko-Demokratyczny Sojusz Polaków Winnicy” oraz redakcja „Słowa Polskiego” od kilku lat badają okoliczności tej bitwy na pograniczu dzisiejszych obwodów winnickiego, kijowskiego oraz żytomierskiego. W trakcie drugiej ekspedycji na to miejsce po poprzedniej analizie świadectw potomków mieszkańców wsi Ozerna, Sniżne oraz Samgródka udało się ustalić wiele nowych szczegółów, związanych z miejscem pochówku ponad 160 polskich żołnierzy i przebiegu walk.

W polskich źródłach brakuje dokładnej informacji o tym jak wyglądała bitwa Polaków z buddionowcami. Dużo więcej informacji na ten temat można odnaleźć w radzieckich wojskowych czasopismach, które bardzo szczegółowo, dosłownie pogodzinnie odtworzyły kulisy przygotowania się do walk i ich przebieg.

26 sierpnia br. członkowie winnickiej ekspedycji mieli przed sobą trzy główne cele – odnaleźć kurhan w polu na granicy winnickiego i żytomierskiego obwodów, zlokalizować byłą szkołę w Samgródku (obwód kijowski), w którym w 1920 r. mieścił się polski sztab a także porozmawiać ze starszymi mieszkańcami Ozernej, krewni których zostali utrwaleni na zdjęciach, umieszczonych na radzieckich plakatach z lat 60, jako świadkowie pochówku polskich żołnierzy po głównej bitwie, która rozegrała się 5 czerwca 1920 r.

Wieś Jeziorna przed przewrotem bolszewickim była zamieszkana w większości przez Polaków. Mieszkańcy sąsiedniej Sniżnej i Samgródka nawet nazywali ją żartem „Warszawą”. Starsi panie i panowie do dziś podkreślają, że „w Jeziornej nikt nie przeklinał, a dziewczyny i panie zawsze były ubrane w czyste białe chusty”.

Dzięki współpracy z lokalnym samorządem wsi Sniżna udało się zapoznać z panią Olgą Andrijczuk, Polką z pochodzenia, dyrektorką miejscowego klubu. Pani Olga opowiedziała o tym, że jej matka – Walentyna Piotrowska-Kozik przez całe życie po kryjomu chodziła na mogiłę polskich żołnierzy w szczerym polu za wsią i sadziła przy niej polne kwiaty, żeby to miejsce chociażby jakoś się wyróżniało (o postawieniu krzyża nie mogło być nawet mowy).

Po dotarciu do Sniżnej uczestnicy ekspedycji spotkali się z panią Olgą, i wyruszyli razem z nią na miejsce, które, jak twierdziła jest lokacją, gdzie spoczywają ciała znacznie większej liczby niż 163 polskich żołnierzy. Po drodze do kurhana samochód zatrzymał się przy niebieskim kamiennym znaku, który oznajmiał, że „Tutaj, 5 czerwca 1920 r. wojsko 1. Konarmii Budionnego przerwało linię frontu białopolaków”. Napis do dziś nie przetrwał lecz jego treść znamy ze zdjęć, wykonanych na początku lat 90. W odległości 200 metrów od znaku w polu widać niewielkie wzniesienie. „W tym miejscu znajduje się jedno z miejsc pochówku polskich żołnierzy. W związku z tym, że w czerwcu 1920 r. było strasznie gorąco i ciała zabitych szybko się rozkładały, bolszewicy rozporządziły by szybko zakopać w ziemię część zabitych. Jak opowiadali starsi mieszkańcy jeszcze przez kilka dni po tym ziemia się w tym miejscu ruszała, co mogło znaczyć, że nie wszyscy żołnierze byli martwi ale tylko ranni, lub ogłuszeni wybuchami podczas boju”, – opowiada pani Olga.

– Mój mąż pracuje jak traktorzysta. Jego starsi koledzy otrzymali w latach 1970 nakaz by zorać to miejsce. Część odmówiła ze słowami „Nie będziemy jeździli traktorami po kościach, wiedząc, że tu są pochowani ludzie”. Inni zaczęli orać i wydobywać masę ludzkich kości spod ziemi. To było straszne widowisko – mówi pani Olga i prowadzi dalej na polną drogę, którą dopiero świeżo polał deszcz i jazda zwykłym samochodem osobowym jest bardzo utrudniona. Razem z nami jedzie przedstawiciel Snieżnej rady wiejskiej Wasyl Wasylowycz, który ma pomóc w lokalizacji obwodu, na którym znajduje się drugi kurhan.

Szczere pole, kilometry równej przestrzeni gdzie wzrok sięgnie. Nic dziwnego, że właśnie tu rozegrały się losy pierwszej fazy wojny polsko-ukraińsko-bolszewickiej. Dywizja generała Karnickiego, pułk Ułanów Podolskich… Setki i tysiące polskich żołnierzy na pograniczu Podola, Wołynia i Kijowszczyzny… Po przejechaniu kolejnego bagna widzimy ponad 8-metrowy kurhan, nietknięty ani traktorem ani koparką. „Jesteśmy na miejscu” – cicho mówi pani Olga.
Okazało się, że miejsce, które nas interesuje, znajduje się na terenie obwodu żytomierskiego, w odległości dosłownie 100 metrów od obwodu winnickiego. Wysoki kurhan ma ślady świeżych rozkopów, dokonanych prawdopodobnie przez „czarnych archeologów”, którzy planowali prawdopodobnie sprzedać później odnalezione guziki z orzełkami czy polskie nagrody wojskowe w Internecie.

– Tutaj kilka dni po bitwie mężczyźni z naszej polskiej wsi Ozerna (Jeziorna) wykopali ogromny kotłowan, w który złożono ciała poległych polskich żołnierzy oraz kilku budionnowców. Dlatego nazywamy tę mogiłę „bratską”, bo leżą tu przedstawiciele obydwu walczących stron. Ile ludzi tu pochowano nie wiemy, ale chowano ich „sztabelami” w trzy rzędy jeden nad drugim. Ciała wcześniej znoszono i składano wzdłuż polnej drogi do Ozernej – to ponad kilometr drogi. Możecie sobie tylko wyobrazić ile osób tu może leżeć – dodaje pani Olga.

Wyładowujemy z bagażnika samochodu krzyż z metalową tabliczką „Żołnierzom, którzy zginęli w czerwcu 1920 r. w walce z bolszewikiem za Wolność Waszą i Naszą”. Wkopujemy go na głębokość ponad metr i mocujemy kamieniami i deskami w nadziei, że nikt nie pokusi się, by go ukraść. Przy krzyżu modlimy się modlitwą „Ojcze Nasz” i „Wieczne odpoczywanie, racz im dać Panie”. Ten symboliczny gest postawienia krzyża prawie po 100 latach po śmierci Polaków wzrusza nas wszystkich do bólu. Pani Olga nie powstrzymuje łez a polne kwiaty i szum wiatru przywodzą na myśl piosenkę „Rozkwitają pąki białych róż”.

Nie mamy wątpliwość, że na 100. rocznicę bitwy pod Ozerną na obydwu kurhanach zakwitną róże, a drewniany krzyż zmieni potężny metalowy albo kamienny. Ale czas nie stoi w miejscu, robimy kilkanaście zdjęć kurhana, mierzymy lokalizację przy pomocy urządzenia GPS i ruszamy do Samgródka, gdzie według sowieckich doniesień mieścił się polski sztab.

W przeciągu dwóch minut zmieniamy granicę trzech obwodów. Samgródek dzisiaj nie zachował dużo pamiątek sprzed 100 lat. Stara szkoła (sztab), mieszcząca się tuż przy centralnej ulicy utraciła swój główny gmach, w którym, jak napisano w podpisie do sowieckiego plakatu, mieścił się polski sztab i punkt obserwacyjny. Miejscowi nic nie pamiętają na temat wojny z bolszewikami. Wracamy z powrotem do Jeziornej.

Przy wejściu na miejscowy cmentarz wita nas uśmiechnięta grupa starszych pań i panów. „My tu wszyscy Turańscy, Siniewiczowe, Statkiewicze, Lewandowscy, Chajnaccy i Szaturscy”, – żartują. Faktycznie, większość nagrobków na mogiłach jest podpisana tymi nazwiskami. Głęboko w krzakach mieszczą się dużo starsze pochówki z XIX i XVIII wieku. „Tu po lewej była polska część cmentarza”, potwierdza Irena Siniewicz, wnuczka Marii Lewandowskiej, którą za to, że modliła się i doglądała za pochówkiem polskich żołnierzy NKWD zesłało na Sybir, a dwóch jej synów i męża na miejscu rozstrzelało.

Na polu w pobliżu polskiego cmentarza stał wiatrak, który, jak zaznaczyła Olga Andrijczuk, był głównym punktem obserwacyjnym Polaków na początku czerwca 1920 r. Tutaj polscy żołnierzy skutecznie odparli pierwsze ataki bolszewickiej kawalerii, przez co sowieci musieli szukać możliwości otoczenia pierwszej polskiej linii obrony z lewej i z prawej strony (między Ozerną a Samgródkiem i Ozerną a Snieżną).

W rozmowie z pani Siniewicz, Leonidem Statkiewiczem, Lidią Kowalczuk-Statkiewicz i Poliną Turańską zostały potwierdzone nazwiska Fiony Werteckiej i Julii Żytkiewicz, którzy przechowywali i leczyli dwóch rannych polskich żołnierzy po bitwie 5 czerwca 1920 r.

– Fiona Wertecka miała bardzo niedobrego męża. Musiała ukryć przed nim rannego polskiego żołnierza, który miał strasznie skaleczoną bolszewicką szablą nogę. Wyobraźcie sobie – wokół bolszewicy, straszny upał, trzeba leczyć ranę, wokół siano i kurz. To prawdziwa bohaterka. Mniej więcej po miesiącu leczenia i karmienia rannego Polaka ten zdecydował się iść na Zachód. Więcej go nie widziano – mówiła Olga Andrijczuk. Jej słowa zostały potwierdzone przez innych mieszkańców. Podobny uczynek dokonała Julia Żytkiewicz.

W drodze powrotnej uczestnicy ekspedycji wpadli jeszcze na zaniedbany polski cmentarz w Pohrebyszczu, gdzie spisali ocalałe nagrobki. Kolejny etap prac, związanych z upamiętnieniem polskich żołnierzy, poległych pod Jeziorną, Samgródkiem i Snieżną, będzie polegał na ustaleniu ich nazwisk i formacji wojskowych, do których należeli a także postawienie na miejscach ich pochówku pamiętnych znaków.

Ekspedycja do Ozernej na miejsce przerwania linii frontu 2. i 6. Polskiej Armii przez konnicę Budionnego została zorganizowana przez „Chrześcijańsko-Demokratyczny Związek Polaków Winnicy” oraz redakcję „Słowa Polskiego” pod patronatem Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” i Senatu RP.

Jasieńkowi nic nie trzeba już,
Bo mu kwitną pąki białych róż,
Tam pod jarem, gdzie w wojence padł,
Wyrósł na mogile białej róży kwiat.

Jerzy Wójcicki, Igor Płachotniuk, 28.08.17 r.

Więcej informacji: Ruszają przygotowania do drugiej ekspedycji w okolice Samgródka

     


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code