Jesteś tutaj: Home » AKTUALNOŚCI » Regiony » Chmielnicki » Polskie zamki i rezydencje na Ukrainie. Kamieniec Podolski. Cz.1

Polskie zamki i rezydencje na Ukrainie. Kamieniec Podolski. Cz.1

Zdjęcie pobrano z http:/http://slowopolskie.orghttp://slowopolskie.org/images43.fotosik.pl/80/75b9db0d335e948b.jpg

Trasą M 20 nareszcie dostajemy się do Kamieńca-Podolskiego by w pierwszej kolejności odwiedzić unikalną, stworzoną w imię Boże, przez ludzi, twierdzę. Stare Miasto znajduje się na wzgórzu-wysepce, omywaną ze wszystkich stron przez wody Smotrycza, tworząc niezwykle głęboki kanion z ostrymi pionowymi skałami. To wzgórze wspominane jest jeszcze przez ormiańskich kronikarzy w XI wieku.

Część naukowców uważa, że na wyspie pierwsi osiedlili się rzymscy osadnicy. Wysepka łączy się z «wielką ziemią» tylko wąskim Tureckim (Zamkowym) mostem, za którym pilnują „wejścia do Chrześcijaństwa” Stara i Nowa fortece. Kamieniec był absolutnie nieprzystępny. Miasto zostało zdobyte tylko dwa razy, przy użyciu ogromnej siły militarnej i w skutek bardzo nietypowych okoliczności.

Uważa się, że pierwszy zamek zbudowali litewsko-ruscy książęta Korijatowycze w drugiej połowie XIV w. Należy jednak pamiętać, że Kamienieć Podolski razem ze Lwowem pozostanie dla Polaków wschodnią stolicą Rzeczpospolitej. To właśnie Polakom Kamieniec zawdzięcza swą rozbudowę na przestrzeni kilku wieków.

Po raz pierwszy Kamieniec zdobył litewski książe Witowt w 1393 roku. Udało to mu się tylko przez to, że podczas oblężenia pomiędzy obrońcami miasta doszło do kłótni. Po tym wydarzeniu Kamieniec nie poddawał się wrogowi przez kolejne 280 lat. Miasto uzyskało nowe obwarowania a stare znacznie umocniono. Jeszcze za czasów litewskich na Smotryczu pojawiła się Polska, a potem i Ruska bramy. Tak nazywano unikalne fortyfikacje, służące do regulowania poziomu wody na rzece. Kiedy pod zamek podchodził wróg, kanion zalewano, czyniąc twierdzę bardzo trudną do zdobycia. Inne fortyfikacje obronne były równie unikalne. Są dane, twierdzące, że jedną z bardzo potężnych wież Starego Miasta (Garncarską) zaprojektował genialny malarz i inżynier Albrecht Durer.

Na początku XVI wieku, Stary Zamek gruntownie przebudowano i odnowiono. Fundusze na te cele pochodziły nie tylko ze skarbu Rzeczypospolitej Obojga Narodów, ale także od papieży. Dotacje papieski argumentowano tym, że Kamieniec w „starej Europie” uważano za „Przedmurze Chrześcijaństwa”.

Papieże Julius II i Leon X przeznaczyli na rozbudowę kamienieckiej twierdzy środki ze specjalnego funduszu „Grosz Św. Piotra”. Przez to, jedna z 12 zamkowych wież nosi nazwę “Papieska”. Na początku XVII wieku niemiecki inżynier Teofil Szomberg zbudował nowy zamek bastionowego typu, którego zadaniem było osłaniać najsłabsze miejsce Starego Miasta. Nowo wybudowana budowla była w stanie wytrzymać nawet długotrwały ostrzał armatni. Więc nic dziwnego, że w 1621 roku Turkowie cofnęli się spod Kamieńca, nawet nie zacząwszy szturmu. Według legendy, sułtan Osman wówczas spytał: «Kto zbudował to miasto?», odpowiedziano – «Sam Bóg». «Więc niech Bóg je i zdobywa» odpowiedział sułtan i rozkazał trąbić do odejścia. Dlatego nie warto wspominać o Tatarach czy Wołochach, którym nawet nie marzyło się by zdobyć to miasto.

Pięć razy kamieniecką twierdzę starali się powalić na kolana kozacy pułkowników Bogdana Chmielnickiego a nawet sam hetman. Bezskutecznie. «Ojciec Chmiel» przed jednym z oblężeń nadesłał do magistratu listu z prawie łagodnymi propozycjami poddania się, na co burmistrz odpowiedział odmową – też w bardzo dystyngowanym stylu. Takie sobie listowanie dwóch kolegów z «waszmościami», «życzeniem pomyślności» i tym podobnie.

Nareszcie przyszedł tragiczny 1672 rok. 200. tysięczna turecka armia, do której dołączyli krymscy Tatarzy i kozacy Piotra Doroszenki, przeprawiła się przez Dniestr i stanęła pod miastem. Sułtan Mechmed IV nadesłał obrońcom list z propozycją poddania się, ale Polacy, spodziewając się pomocy od króla, odmówili. Garnizon obrońców składał się najwyżej z pięciu tysięcy osób. Osmańska armada otoczyła twierdzę i zaczęła budować szańce, na których zainstalowano ciężkie armaty. Artyleria zadała obwarowaniom dużych rujnacji – jedno jądro nawet trafiło do wieży z amunicją. Nieprzyjaciel szturmował, ale ciągle zawracał, gubiąc ogromną ilość żołnierzy. Bombardowanie trwało przez trzy dni, podczas których podkopy podziemne Turków sięgnęły już ścian twierdzy, co groziło ich wysadzeniem. Tylko wtedy komendant zdecydował wywiesić białą flagę. Umowy poddania się były następujące – garnizon z bronią pozostawia zamek, armaty przejmują zwycięzcy, drobni mieszczanie i ci, kto przyszedł by schować się za murami przed najeźdźcą, razem z rodzinami i całym majątkiem, mogą wyjść z Kamieńca. Tym kto pozostaje – katolikom, Ormianom i prawosławnym pozostawiono kilka świątyń, resztę zamieniono w meczecie. Kiedy kapitulację podpisano, prawie w tym samym momencie w zamku rozległ się straszny wybuch. To eksplodowały boczki z prochem, które podpalił Niemiec Gajkling, nie godząc się z hańbą porażki. Wtedy zginął i «kamieniecki Hektor» – Jerzy Wołodyjowski, który odznaczył się szczególną odwagą przy obronie zamku. Ten epizod z historii Kamieńca Podolskiego opisał Henryk Sienkiewicz w «Panie Wołodyjowskim».

Sułtan przez następny dzień świętował zdobycie Kamieńca w swym obozie, a potem wjechał do miasta – janczarowie rzucali pod nogi jego konia ikony z chramów – i przed katolicką katedrą, przekształconą na meczet, podziękował Allachowi. Gdy opuszczał miasto, pozostawił w nim 20 tysięcy wojaków na czele z Galilem-baszą. Turkowie od razu odnowili zniszczone przez nich obwarowania, i, jak okazało się, w porę, – w następnym roku, i jeszcze kilka razy później, Polacy starali się odbić Kamieniec. Jednak, bez sukcesu.

Osmańskie panowanie trwało przez 27 lat. W ciągu tych lat zniszczono połowę świątyń miasta i bezpowrotnie utracono niemało cennych rzeczy. Po Karlowickiej umowie pokojowiej z 1699 roku, Kamieniec-Podolski wrócił do Korony. Kapitulacją miasta kierował Kachrimam-basza. Ten epizod również jest godny uwagi. Basza zaprosił Polaków na czele z kijowskim wojewodą Marcinem Konckim do swego namiotu, gdzie najpierw, za wschodnim obyczajem, poczęstował ich konfiturą, sorbetem i kawą, a już po tym podpisał akt oddania i przekazał klucze od twierdzi. Ciekawie, że saperzy, których Koncki wysłał do miasta i zamku po odejściu Osmanów, znaleźli schowany proch i nawet zapalony knot w prochowej wieży zamku. Na szczęście, zdążono go w porę ugasić. Rzekomo, to zrobił sam Koncki…

Kolejna część książki „300 polskich zamków i rezydencji na Ukrainie” ukaże się za w pierwszej połowie lipca 2013.

Dmytro Antoniuk

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code