Jesteś tutaj: Home » AKTUALNOŚCI » Regiony » Żytomierski » Nieznana Winnicczyzna. Niemirów, Kozińce i Woronowica

Nieznana Winnicczyzna. Niemirów, Kozińce i Woronowica

Pałac Rakowskiego w KozińcachKontynuujemy podróż po Podolu ze znanym ukraińskim podróżnikiem Dmytrem Antoniukiem, szczególnie zwracając uwagę na byłe polskie rezydencje i pałace.

Od razu za Przyłuką Starą zaczyna się miasto Turbów, znajdując się w jego centrum skręcamy w kierunku Winnicy. Za Przyborówką musimy skręcić w lewo, do Kochanówki, z którą graniczą Kozińce. Ocalał tutaj spory pałac – całe trzy kondygnacje eklektycznej architektury z wieżami, dzięki czemu przypomina on zamek. Jest to dawny majątek Aleksandra Rakowskiego – jednego z pierwszych właścicieli samochodu osobowego w okolicy. To z właśnie jego polecenia francuscy mistrzowie wybudowali pałac w 1885 roku. Ciekawostką jest to, że oryginalny system ogrzewania wodnego do niedawna działał sprawnie.

Obecnie mieści się tutaj szkoła średnia, po starych wnętrzach pozostały chyba tylko kute kręte schody. Uwaga! Dyrektor szkoły za nic nie wpuści nikogo do środka bez dokumentalnego zezwolenia, wydanego przez rejonową administrację państwową. Żadne legitymacje dziennikarskie nie działają. Będąc w Kozińcach – a pałac jest tego warty – przypomnijcie jej, aby usunąć napis „witamy” przy głównym wejściu.

Naprzeciwko szkoły-pałacu zachował się też jeden budynek zagrodowy o bogatej architekturze eklektycznej z ozdobnymi wieżyczkami. Kierujemy się stąd na winnicką obwodnicę, jedziemy w lewo i po 6 km. skręcamy jeszcze raz w lewo w kierunku Niemirowa. Od tego zakrętu mamy 12 km do Woronowicy, gdzie ocalał przepiękny pałac Grocholskich.

Dawna rezydencja Grocholskich w WoronowicyW 1790 roku wybudowano tu rezydencję dla Franciszka Ksawerego Grocholskiego, syna Michała – fundatora zamku w Piętniczanach. Z Francji zapraszono architekta Lorenza, który i wybudował dwupiętrowy pałac. Ten zabytek jest mieszanką dwóch stylów: klasycznego i empire. Pierwszemu zawdzięcza masywny portyk z kolumnami o korynckim porządku, drugiemu – stiukowy fryz przedstawiający kwiaty i bycze czaszki – symbol siły. Na parterze, na piano nobile, gospodarze przyjmowali gości, mieszkali zaś na pierwszym piętrze. Tam właśnie, w pomieszczeniu muzeum kosmonautyki, przetrwały wnętrza dwóch sal – owalnej i okrągłej. W pierwszej, na suficie pokrytym stiukowymi rozetami z liściem akantu, widnieje wizerunek bogini Flory, Hebe i Nike w towarzystwie lwów; w drugiej, która tak naprawdę jest kwadratowa – pozorną „okrągłość” tworzy szesnaście kolumn, ustawionych w koło – ogromna stiukowa rozeta, w której płatkach znajdowały się wizerunki postaci z antycznej mitologii. Resztę pomieszczeń pałacu zajmuje szkoła muzyczna i biblioteka. Niestety, nic wartego uwagi tam nie pozostało.

Sala balowa w pałacu GrocholskichPo Franciszku Ksawerym Grocholskim Woronowicę otrzymał Jan Nepomucen, któremy przypadła także spora kolekcja obrazów, nabytych przez jego brata Antoniego we Włoszech. Wśród nich były płótna Koreggi, Rubensa, Tycjana oraz Rembrandta. Ogółem 519 obrazów. Po jego śmierci kolekcje odziedziczyli dwaj nieletni synowie. Pałac otrzymał starszy syn Adolf Norbert, który postanowił ukryć w ścianie cenne zbiory do pełnoletniości braci. Po 15 latach schowek odkryto, okazało się wtedy, że większość płócien została zniszczona przez pleśń i grzyby.

Adolf Norbert brał udział w Powstaniu Listopadowym przeciwko Rosji, za co zesłano go do Kurska, ale bez konfiskaty Woronowicy, dlatego powstaniec powrócił tam za jakiś czas. Jego młodszy brat Ludgard – następny posiadacz majątku – również poszedł w ślady Adolfa. Pomagał przy następnym powstaniu przeciwko Rosji – Styczniowym, z opresji wywinął się dość szczęśliwie. Przed zesłaniem uratował go miejscowy kozak Iwan Mistota, który przedostał się do pałacu i zawiadomił, że rezydencję otoczyli rosyjscy żołnierze. Grocholski zdążył szczęśliwie spalić wszystkie możliwe dowody, a więc władze nie mogły w sposób oficjalny go oskarżyć. Niemniej jednak, Petersburg postanowił tym razem nie darować Grocholskim i zmusił Ludgarda, aby sprzedał posiadłość Aleksandrowi Możajskiemu, który w krótkim czasie stał się wynalazcą pierwszego samolotu (obecne muzeum nosi jego imię). Na początku XX wieku Grocholscy próbowali wykupić Woronowicę, i podobno nawet uzyskały na to pozwolenie, lecz przeszkodził im w tym przewrót bolszewicki 1917 roku.

We wsi ocalały również dwa kościoły, ufundowane przez Grocholskich w XVIII wieku. W jednym z nich funkcjonuje obecnie cerkiew Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy, a drugi, po tym jak komuniści urządzili w nim toaletę (!), znów służy wiernym obrządku rzymskokatolickiego.

Ogólny widok pałacu Szerbatowej-Potockiej w NiemirowieDrogą E50 zmierzamy w kierunku Niemirowa.

O dawnym pochodzeniu miasta świadczą gigantyczne wały – olbrzymie kilkukilometrowe grodzisko, położone obok drogi do Humania. Był tutaj zamek, który zaznawał licznych oblężeń i rujnacji przez Tatarów, Turków, Kozaków i Polaków. Twierdza przetrwała do drugiej połowy XVIII wieku i została rozebrana z polecenia Wincentego Potockiego, który właśnie zaczął budować na tym miejscu wielkopańską rezydencję. Już w roku 1787 słudzy Potockiego – sam on przebywał w Wielkopolsce – gościli króla Stanisława Augusta, który wracał po spotkaniu z Katarzyną II. Pałac wtedy jeszcze nie był wykończony. Pięć lat później zawitał tu Kościuszko, w stosunku do którego Wincenty wykazywał wszelaką przychylność. Kiedy w krótkim czasie rozpoczęło się powstanie pod przewodnictwem Kościuszki, do Niemirowa od razu przybyli adiutanci Suworowa, wymagając nadania pomieszczenia dla jego żołnierzy, którzy szli walczyć z Polakami. Potocki rozkazał swoim chłopom natychmiast rozebrać prawie skończony pałac. Wg innych źródeł, była to tylko kolejna zachcianka przyzwyczajonego do wykonywania każdego swojego kaprysu, magnata. Wincenty czuł się niemal jak książę, a nawet karbował własne monety z herbem rodowym Pilawa. Niemniej jednak, rozkosze ponad miarę i łączące się z nimi wydatki zmusiły go sprzedania nieomal całego majątku, w tym i Niemirów za 3,7 mln złotych Stanisławowi Szczęsnemu Potockiemu. Ten z kolei podarował go swojemu synowi Jerzemu Szczęsnemu. Nowy właściciel prawie nie odwiedzał Niemirowa, dalej prowadząc hulaszcze życie w Tulczynie. Więc zaniedbany i do końca nie rozebrany pałac spłonął ostatecznie w 1811 roku, ucierpiały wtedy i inne liczne budynki miasta. W owym czasie niemałe wsparcie mieszkańcom miasta okazała wdowa Stanisława Szczęsnego, Greczynka Zofia Potocka. W przeciwieństwie do pasierba, znacznie więcej uwagi poświęcała miastu, co dla niej obróciło się nieprzyjemnością, gdyż jej mający złą sławę syn Mieczysław, kiedy Zofia po raz kolejny przebywała w Niemirowie, przywłaszczył sobie wszystkie kosztowności i majątek ruchomy matki w Tulczynie, pozostawiwszy jej tylko same ubrania.

Jedna z sal w niemirowskim pałacuKiedy Niemirów przeszedł do syna Zofii Bolesława Potockiego, miasto wkroczyło w „złoty wiek” swojej historii. Nowy właściciel dbał nie tyle o siebie, ile o podwładnych: pomagał wszystkim potrzebującym, wybudował większość ówczesnych kamienic, z których wiele przetrwało do dziś, ufundował ewangelicką kirchę, sierociniec oraz nową dzwonnicę cerkwi Wniebowzięcia, a co najważniejsze – założył Gimnazjum Niemirowskie – jedną z czołowych szkół na południu Imperium Rosyjskiego. Bolesław Potocki zaprosił do Niemirowa architekta Franciszka Miechowicza, który w roku 1849 wzniósł dla niego nowy pałac. Był on po części kamienny, po części drewniany, ale jego olbrzymie rozmiary sprawiały niezapomniane wrażenie. W 1848 roku w tej rezydencji koncertował Franciszek Liszt. Dzięki Potockiemu Niemirów w krótkim czasie zdobył sławę „podolskich Aten”.

Aktywny udział w życiu politycznym zmusił pana Bolesława do przeniesienia się do Petersburga. Tam, był jednym z czterech heroldów, którzy ogłosili koronację Aleksandra II, nosił także nominalnie wysoki tytuł wielkiego cześnika koronnego.

Jedyna córka Bolesława Potockiego Maria poślubiła Rosjanina Grigorija Straganowa, który założył w Niemirowie gorzelnię i rozpoczął chaotyczne, dzisiaj by powiedziano czarno-archeologiczne, wykopaliska przedhistorycznych wałów znajdujących się pod miastem.

Jako ostatnia, posiadaczką Niemirowa była hrabina Maria Szczerbatowa, wnuczka Bolesława Potockiego. We wszystkim naśladowała ona dziadka: starała się, aby spirytus z ojcowskiej gorzelni (dziś jest to znana gorzelnia „Niemirow”) dostarczano do carskich zakładów. Zyski kierowywane były na mecenat i dobroczynność. Na przykład, sfinansowano remont starego budynku Politechniki Kijowskiej.

Zarówno jak i Bolesław, hrabina Maria zamierzała wybudować własny pałac, dlatego rozkazała rozebrać dziadkową, jeszcze nie całkiem starą rezydencję. Pobudził ją do tego widok jednego z angielskich pałaców, który utkwił w jej sercu podczas podróży do Wielkiej Brytanii. Hrabina zaprosiła do Niemirowa wiedeńskiego ogrodnika Zehnholca, który przebudował stary park, oraz architektów Grinera i Kramarza, którzy zaczęli wznosić nową rezydencję. Nie udało im się jednak skończyć, ponieważ ich praca nie spodobała się hrabinie. Architektów zmieniano kilka razy, jako odpowiedniego wybrano czeskiego architekta Jiřa Stibrali, pod którego kierownictwem w 1900 roku ukończono prace. Niemniej jednak zdobienie wnętrz i niektórych elementów zewnętrznych odbywało się bardzo powoli. Jest to związane z podaniem, zgodnie z którym hrabina uważała, że będzie żyła tak długo, jak długo będzie budowany jej pałac. Niestety, nie spełniło się: w nocy 1920 roku Marię razem z synem Dymitrem, córką Aleksandrą i synową Stołypina, która była jej krewną, kilku pijanych żołnierzy Armii Czerwonej wyprowadziło do parku i rozstrzelało. Zbrodniarze zostali ukarani, ponieważ obowiązywał wtedy specjalny rozkaz władz bolszewickich, by nie prześladować właścicielki pałacu i nie rabować go. Marię Szczerbatową z dziećmi pochowano przed całą niemirowską ludnością w pobliskim klasztorze Trójcy Przenajświętszej w trumnach, pokrytych czerwonym suknem – symbolem ich męczeństwa. A pałacowa balustrada wciąż stała nie dokończona…

Po śmierci Szczerbatowej bolszewicy przekształcili pałac w sanatorium, które funkcjonuje do dziś. W pałacu znajduje się gabinet masażu, pokoje manipulacyjne i lekarskie, stare wnętrza zachowały się w miarę dobrze. Rozkład pomieszczeń nie uległ zmianom, ponadto w 2008 roku dokonano małego remontu, na nowo otworzono główną salę centralną, w której nad kominkiem z białego marmuru wisi duży portret Marii Szczerbatowej-Potockiej w czerwonej sukni. Obok niego w ścianę wmurowano owalne marmurowe medaliony z wizerunkiem Herkulesa i Omfale i sceną powrotu Odyseusza do Itaki. Uważa się, że pochodzą one z poprzedniego pałacu Bolesława Potockiego. Od Sali Centralnej prowadzą dwa wysokie korytarze łukowe, na których końcu mieści się owalny salon, który niegdyś był kaplicą, i mini buvette, w którym na suficie zachował się przepiękny ornament roślinny. Piętro jest o wiele skromniejsze, ale można tam obejrzeć wiele obrazów, w tym tych, przedstawiających widoki przedrewolucyjnego Niemirowa.

Kościół p. w. Św. Józefa, Oblubieńca NMP w Niemirowie. Źródło - moyaukraine.livejournal.com  Dookoła pałacu rozlega się duży park, przeradzający się w las. Założył go Wincenty Potocki, który zabraniał swoim poddanym brania ślubu dopóki nie posadzą drzew dookoła pałacu. Sadzonki nowożeńcom bezpłatnie rozdawali ogrodnicy. Dawniej park zdobiły liczne rzeźby, z których przetrwał tylko anioł z jagnięciem, który obecnie stoi w jednym z korytarzy pałacu. Za budynkiem jadalni wznosi się duża wieża – jest to dawna elektrownia, za którą stała cieplarnia. W parku znajduje się również staw, niestety w dość opłakanym stanie. Gdy pójdziemy ścieżką za dom kultury, wyjdziemy na pole, za którym widać wały dawnego grodziska.

W samym mieście pozostało sporo do obejrzenia. Przy wjeździe do miasta od strony Woronowicy po prawej stronie znajduje się ciekawy neogotycki młyn; w centrum przyciąga wzrok kościół p.w. Św. Józefa Oblubieńca NMP. Niedawno zwrócono mu jego pierwotne wieże z zegarem, z których co godzinę rozlegają się różne melodie. Kościół ten jest pięknie podświetlony, dzięki czemu Niemirów już nie wygląda tak prowincjonalnie. Na drugim końcu miasta znajduje się jeden z najwspanialszych na terenach Ukrainy młynów, wzniesiony przez samego Jiřego Stibraliego na początku XX wieku. Obok niego do lat 60. znajdowała się cała dzielnica domków czeskich pracowników Szczerbatowej o konstrukcji kratowej, którą nazywano „małą Pragą”. Niestety, piękno to zostało w całości zniszczone. Został tylko młyn. Warto także zobaczyć miejscową polską nekropolię, odnowioną dzięki chojności zamożnych Polaków Niemirowa.

Dmytro Antoniuk, opracowanie Irena Rudnicka

GK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code