Jesteś tutaj: Home » AKTUALNOŚCI » Różne » Stosunki polsko-ukraińskie » Listy do redakcji. Moja podróż do Polski

Listy do redakcji. Moja podróż do Polski

Fora dyskusyjne i portale społecznościowe są pełne przerażających opowieści osób, którzy skarżą się na naruszenie ich praw podczas przekraczania granicy Ukrainy z Polską.

Opowiadają, jak „męczy” Ukraińców polska Straż Graniczna: wytrząsają zawartość portfeli i torebek, godzinami trzymają na przejściu granicznym dla kontroli, czepiają się do każdego przecinka w dokumentach. Czy to prawda? Postanowiłam przekonać się na własne oczy!

Moja podróż do Warszawy zaczęła się od obliczeń logistycznych. Najtańszy na dziś sposób przejazdu z Winnicy – autobusy „Ecolines”. Samolot – trzykrotnie droższy. Wybierając pociąg do Przemyśla też dużo nie zaoszczędzisz (biorąc pod uwagę przesiadkę do Warszawy, koszt wyniesie o 15-25 zł więcej). Otóż – zwyciężył autobus.

Wyjazd o 14.35 z Dworca autobusowego w Winnicy. Autobus przyjechał na czas, personel sprawdził bilety i dokumenty i zaprosił pasażerów do zajęcia miejsc. Nie zapomniał oczywiście wyjaśnić zasady korzystania z klimatyzacji, toalet. Wśród przyjemności – na każdym siedzeniu – ekran do oglądania filmów, słuchania muzyki, gier i innych atrakcji – wystarczy tylko kupić słuchawki za 30 hrywien, jeżeli ktoś zapomniał własne.

Podróżujący do Polski zajęli prawie cały autobus, wolne miejsca zostały zapełnione w Chmielnickim, Tarnopolu i Lwowie.

Na przejście graniczne „Uhrynów-Dołhobyczów” dotarliśmy blisko północy. Kolejek praktycznie nie ma, może dlatego, że jest to dzień powszedni i nie sezon – jesienią zwykle jedzie dużo studentów. Wcześniej do Polski jeżdżono na zakupy lub wakacje, teraz coraz więcej jest tych, kto jedzie do pracy. Na granicy ukraińskiej kontrola trwa prawie 1 godzinę 40 minut. Każdego pasażera pytano o cel wizyty, wizę, pozwolenię na pracę.

Natomiast polscy straże graniczni zapraszają wszystkich wyjść z autobusu dla kontroli bagażu i osobistego kontaktu z niektórymi pasażerami.

– Szanowni pasażerowie, kategorycznie zabrania się przewozić przez granicę produkty mięsne i mleczne, ser. Jeżeli ktoś ma cokolwiek z wymienionych artykułów – lepiej wyrzucić zawczasu. Jedna osoba może mieć ze sobą tylko dwie paczki papierosów i litr alkoholu. Kary są wysokie, autobus nie czeka na naruszycieli przepisów – będą dojeżdżać samodzielnie, – ostrzega obsada.

Wydaje się, że w tłumie przemytników nie ma. Nikt nie popędził wyrzucać zabronione. Funkcjonariusze tymczasem dokładnie sprawdzają dokumenty, niektórych zapraszają przyjść, aby wyjaśnić cel wizyty, istnienie niezbędnych środków na pobyt, dokumentów od pracodawcy lub strony przyjmującej.

– Szanowni pasażerowie, nie warto próbować przenieść cokolwiek nielegalne, proszę pozbyć się wyrobów mięsnych, – po raz drugi przypomina stewardesa.

Tymczasem funkcjonariusz straży granicznej  sprawdza moje dane z zachowaniem wszystkich wymogów I obowiązujących przepisów:

– Cel wizyty do Polski?
– Wizyta do rodziny.
– Ile dni planuje Pani spędzić?
– Dwa dni.
– Proszę potwierdzić obecność środków na pobyt, – powinnam mieć nie mniej niż 500 zł na dzień.
Pokazuję gotówkę. Ale okazuje się, że to nie wszystko. Straż graniczny prosi mnie o sprawdzenie na skanerze odcisków palców. Procedura niezbędna, ponieważ wchodzę do strefy ryzyka migracyjnego i mam wizę Schengen w paszporcie biometrycznym. Podejrzliwość funkcjonariusza Straży Granicznej jest uzasadniona – wielu moich rodaków wykorzystało możliwość przekroczenia granicy z UE, podając nieprawdziwe informacje.

– Drodzy pasażerowie, proszę wyrzucić swoje kanapki z wędliną lub serem, bo jak ich Polacy znajdą, to będzie kosztować bardzo drogo – 220 zł, – po raz trzeci prosi personel.
Dziesięć pasażerów, licząc ewentualne straty, w końcu sięgnęli po swoje torebki i udali się do zbiorników śmieci.
Wjazdu do Polski nie odmówiono nikomu – pasażerowie są już dość dobrze obeznani z polskim prawem i z góry przygotowali niezbędne potwierdzenia: wypłacalności, ubezpieczenia zdrowotnego, zatrudnienia.

Cała procedura kontroli zajęła 40 minut. Dużo to czy mało – będziemy mogli porównać, kiedy zostaniemy  pełnoprawnymi członkami, a następnie obywatelami UE, jak obiecuje nam w najbliższym czasie Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński. A dla obywateli UE, wymagany jest tylko ważny paszport lub inny dokument tożsamości.

Natalia Żurbenko, opracowanie tekstu Lidia Baranowska, 15 lipca 2019 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code