Jesteś tutaj: Home » AKTUALNOŚCI » Regiony » Żytomierski » Józef Piłsudski w Berdyczowie

Józef Piłsudski w Berdyczowie

1920 rok w historii Ukraińskiej Republiki Ludowej był szczególnym, chociażby dlatego, że był ostatnim rokiem istnienia niepodległej Ukrainy w tym, wariancie, który proponowali Petlura i Piłsudski. Niemal w centrum tych wydarzeń znalazło się niewielkie miasteczko Berdyczów, bo właśnie tu spotkali się przywódcy obydwu zaprzyjaźnionych państw. W sowieckiej historiografii fakt spotkania w Berdyczowie marszałka Państwa Polskiego Józefa Piłsudskiego i prezydenta Ukraińskiej Republiki Ludowej, naczelnego atamana Symona Petlury został opisany w jednym wersie. Dlaczego wszak, rozumują sowieccy historycy, przypominać o istnieniu niezależnej Ukrainy? Dzisiaj można odrzucić motywy polityczne i opowiedzieć o tym wydarzeniu bardziej dokładnie.

21 kwietnia 1920 roku kierownictwo URL i Polski podpisało umowę warszawską, częścią której była konwencja wojskowa. Na jej mocy oba państwa stawały się sojusznikami w walce z Rosją Sowiecką. Pretekstem do podpisania umowy była chęć Ukraińców pozyskania sojusznika w obronie niepodległości swojego kraju. Cztery dni później połączone wojska polsko-ukraińskie (20 tys. polskich i 15 tys. ukraińskich żołnierzy) przekroczyły Zbrucz i rozpoczęły ofensywę w kierunku Kijowa. Już 27 kwietnia  zdobyły Berdyczów. 2 maja do miasta wkroczyła 6. Dywizja Strzelców URL. Na cześć tego wydarzenia w Berdyczowie została odprawiona Msza święta i odbyła się parada wojenna.

5 maja na dworcu kolejowym doszło do spotkania marszałka Piłsudskiego i Symeona Petlury. Pierwszy przybył do miasta Józef Piłsudski. Rozmowa obydwu polityków odbywała się w pociągu polskiego marszałka. Oto jak opisał to spotkanie polski prozaik i publicysta Juliusz Kaden-Bandrowski: «Podali sobie ręce, skłonili głowy i pocałowali się. Mnie wydarzyło się, że na tym pocałunku, jak na czułej wadze zawisł horror całej krwi atamanów i ich pomocników, cały ból długotrwałej walki, ból dróg i bezdroża, pożarów i zniszczeń, umowności i rozejmów […]».

Po oficjalnych rozmowach Symon Petlura i Józef Piłsudski wyszli z wagonu i jeszcze długo rozmawiali na temat współpracy. Zachowana fotografia pokazuje ich na tle kolejowej wieży wodociągowej. W tym dniu ataman Petlura przeprowadził przegląd osobowego składu dywizji siczowych, które przebywały tu na półtoramiesięcznych ćwiczeniach wojskowych, po czym wręczył dowódcom kozackie, malinowe ubrania ze złotym tryzubem w niebieskim trójkącie z hasłem: „Za wyzwolenie Ukrainy”.

W tym dniu odbyła się także narada polskiego sztabu. Marszałek nie krył swych obaw: „Postawiłem na kartę ostatnią możliwość zrobienia czegoś na korzyść Polski i osłabienia potęgi Rosji w przyszłości. Kiedy uda się pomóc utworzyć niepodległą Ukrainę, która stanie się przeponą między nami i Rosją, ta ostatnia przez wiele lat nie będzie nam zagrażała […]. Lecz problem w tym, czy Ukraina powstanie, czy ma ona dość sił i ludzi, żeby się zorganizować. My nie możemy tutaj być zawsze, dlatego zwracam się do miejscowych Polaków, żeby mnie zrozumieli i pomogli. To jest w ich interesie, nie zajmować się sabotażem, a razem z Ukraińcami tworzyć państwo.

Granic z 1772 roku odnawiać nie będę, jak kiedyś pragnąłem. Polska nie potrzebuje tych ziem […] Innego wyjścia nie ma, jak stworzyć samodzielną Ukrainę. Niestety, Petlura nie odgrywa tutaj żadnej roli. Jest tylko narzędziem, nic więcej. Kiedy nie uda się tutaj nic zrobić, zostawimy ten chaos na pastwę losu… A co będzie dalej, pokaże przyszłość”.

Społeczność miasta radośnie witała ukraińskiego i polskiego wodzów. Już po zakończeniu uroczystości obie delegacje wraz z wojskami przemaszerowały ulicą Białopolską (teraz Europejska) od dworca kolejowego, obok kościoła św. Barbary, do klasztoru Karmelitów Bosych. Podczas marszu mieszkańcy Berdyczowa obsypywali ich kwiatami. Na koniec, jak wspominali starzy mieszkańcy, Piłsudski wszedł do klasztoru na Mszę świętą.

Czy spotkanie w Berdyczowie miało jakieś znaczenie dla Ukrainy? W znaczeniu wojskowym na pewno tak. Wydarzenia na froncie ukraińskim rozwijały się dość szybko i już 7 maja wojsko polskie wraz z oddziałami ukraińskimi zajęło Kijów. Co prawda bez walk, ponieważ Armia Czerwona w pośpiechu uciekła ze stolicy i polska załoga dojechała od Puszczy-Wodycy do Kijowa tramwajem.

Na podstawie artykułu Jerzego Melnyka w Mozaice Berdyczowskiej (nr 2, 2014 r.), 23.06.15 r., KZ

 

Duchowieństwo i katolicy Berdyczowa witają polsko-ukraińską defiladę pod kościołem Św. Barbary

 

W centrum Berdyczowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code