Jesteś tutaj: Home » AKTUALNOŚCI » Różne » Stosunki polsko-ukraińskie » Gdy liczy się tylko serce…

Gdy liczy się tylko serce…

Wojna rosyjsko-ukraińska na Donbasie zmieniła na gorsze życie milionów ludzi, tysiące zginęło, wśród nich ogromna ilość cywilów: dzieci, kobiet, osób starszych. Ludzie, mieszkający w tym regionie ratowali się od zagrożenia śmiercią, często tracąc cały życiowy dobytek i zdrowie. Ewakuacja Polaków z Doniecka, Ługańska w styczniu 2015 roku oraz z Mariupola w listopadzie jeszcze raz potwierdziła, że Polska pamięta o swoich rodakach, szczególnie w tak tragicznych chwilach. Niestety z różnych powodów nie wszyscy mogli skorzystać z możliwości przeprowadzki do historycznej ojzyzny. Szczególnie chodzi o osoby starsze, osoby które opiekują się chorymi rodzicami, oraz tych kto z innych ważnych powodów jest zmuszony by zostać w swoich rodzinnych miejscowościach…

Pomagając tym pierwszym, kto zdecydował się wyjechać, nie możemy zapomnieć także o tych, którzy musieli pozostać. Szczególnie o tych, będących w potrzebie… Dla wielu z nich najważniejsze były nie rzeczy materialne, bez których tak naprawdę w ich sytuacji przetrwać było by im bardzo trudno. Dla nich nie mniej ważne było odczuć że o nich pamiętają, że Polacy w Kraju są z nimi w swojej modlitwie, w swoich myślach. Ważny był sam gest wsparcia i bezinteresownej pomocy.

Wielu Polaków z różnych krajów wyrażało swoją solidarność z rodakami Mariupola, starało się pomoc kto czym może, okazało się, że serce wielu było otwarte na problemy innych. Wszystkim Wam, moi drodzy, chciałbym podziękować. Nie daj Boże by ktoś miał przeżyć to, co przeżyli i co przeżywają mieszkańcy Donbasu.

W tym poście chciałbym opisać tylko jeden wypadek, który potwierdza że Polacy to niesamowity naród.

Kiedy we wrześniu ubiegłego roku miasto Poznań wyraziło gotowość wsparcia Polaków Mariupola, życie których zagrożone było przez działania wojskowe na Wschodzie jako prezes organizacji polskiej pojechałem by osobiście podziękować władzom Poznania, radnym za ich szlachetny gest wobec naszych Rodaków. Miałem przyjemność poznać Pana Marka Sternalskiego, przewodniczącego klubu PO w Radzie Miasta Poznania oraz pomysłodawcę przyjęcia polskich rodzin z Mariupola w Poznaniu, zastępcę prezydenta Poznania Jędrzeja Solarskiego, Panią dyrektor Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych UMP Magdalenę Pietrusik-Adamską, którzy jak zauważyłem ten ból i tragedię Polaków Mariupola przepuścili przez swoje serca.

Ale najbardziej zapamiętałem rozmowę z Panem Radosławem Majchrzakiem, prezesem Stowarzyszenia Kibiców Lecha Poznań który także zadeklarował, że kibice są zainteresowani udzieleniem pomocy Rodakom z Mariupola.

Prawdę mówiąc jakoś się układało tak, że wcześniej nigdy nie mieliśmy współpracy z kibicami, i ta ich inicjatywa nas zaskoczyła.

Po powrocie do Mariupola dostawałem telefony, e-maile z pytaniami czego potrzebują Polacy, którzy zostali w Mariupolu? W jakim są wieku? Jaka jest ich sytuacja? Wszystko zaczęło przybierać widocznych kształtów. Kibice zaczęli zbiórkę. Myśleliśmy wspólnie jak dostarczyć to wszystko do Mariupola (a jest to odległość około 1700 kilometrów). Problemem było też to jak przewieźć te dary przez granicę. Tutaj na pomóc przyszedł „Caritas”, za pośrednictwem którego pomyślnie udało się rozwiązać problem logistyczny.

Należy wspomnieć że, żeby przewieźć taką pomoc do innego państwa za wschodnią granicą organizacja która zajmuję się dostarczaniem takiej pomocy humanitarnej powinna być wpisana na specjalną listę Ministerstwa Sprawiedliwości Ukrainy, posiadać odpowiednie pozwolenie, mieć swoje magazyny do przechowywania takiej pomocy itd. W innym wypadku dary te powinny były przejść wszystkie formalności celne, które by potrwały i kosztowały nie małych środków. Ale busem, który wyjechał z Poznania udało się bez większych problemów dostarczyć pomoc do Żytomierza. Stamtąd powinniśmy byli odebrać paczki. Nie mając na początku 2016 roku na swoim koncie środków, liczyliśmy na pomoc służby pocztowej, która jak dotąd mogłaby nam prawie za darmo dostarczyć paczki bezpośrednio do Mariupola, a było tego pięć palet. Niestety okazało się, że w te dni służba pocztowa wprowadziła zmiany i musielibyśmy zapłacić za dostawę około 3600 hrywien.

W Żytomierzu w sprawie wysłania tych paczek pomagali nam nasi koledzy Pan Włodzimierz Iszczuk oraz jego małżonka Natalia Kostecka-Iszczuk i wolontariusze Zjednoczenia Szlachty Polskiej w Żytomierzu. Paczki jakiś czas musiały pozostać w Żytomierzu. Na pomoc przyszedł Polak z Mariupola, członek Polsko-Ukraińskiego Stowarzyszenia Kulturalnego, który obecnie na stałe mieszka w Kijowie – Pan Olech Szapowałow. Kiedy dowiedział się o problemie finansowym w dostarczaniu pomocy z Żytomierza do Mariupola natychmiast zaoferował swoją pomoc i zapłacił za przesyłkę własne pieniądze.

Wolontariusze Zjednoczenia Szlachty Polskiej w Żytomierzu wysłałi paczki, a Pani Natalia Kostecka-Iszczuk jeszcze załatwiła zniżkę na prawie 500 hrywien. Paczki pojechały do Mariupola. Tutaj po odebraniu trafiły one do magazynu firmu „Elektropobutpryład”, dyrektorem której jest wiceprezes Polsko-Ukraińksiego Stowarzyszenia Kulturalnego w Mariupolu Pan Aleksander Tychoński (w biurze nie byłoby miejsca do segregowania pomocy). Tam wolontariusze naszej organizacji polonijnej pod kierownictwem Pani Anieli Filimonenko oraz Ludmyły Kryłowej posegregowali pomoc i przygotowali paczki dla ponad 40 osób. Były to osoby niepełnosprawne, chore, samotne osoby, matki, które same wychowują dzieci, osoby starsze. Odzież i obuwie każdy potrzebujący mógł sobie wybrać osobiście.

Niektóre osoby odebrały paczki w siedzibie Polsko-Ukraińskiego Stowarzyszenia Kulturalnego w Mariupolu inne zaś w kaplicy, w czym pomagał nam Wikariusz Parafii Matki Boskiej Częstochowskiej o. Paweł Tomaszewski.

Podsumowując tę ogromną pracę, do której przyczyniły się wspomniane w tym poście osoby, a także pracę tych, nazwisk których niestety nie znam, chciałoby się powiedzieć, że drużyną, zgranym zespołem i każdy w szczególności na swoim miejscu na tym polu pomocy potrzebującym naszym Rodakom zrobiliśmy niesamowitą sprawę, wyciągnęliśmy tą pomocną dłoń, której nasi Rodacy tak potrzebowały w sytuacji w której się okazały…

Vivat Lech Poznań! Vivat kibice Lecha! Vivat ludzie dobrej woli i otwartego serca…

Andrzej Iwaszko, 02.03.16 r.

 




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code