Jesteś tutaj: Home » AKTUALNOŚCI » Różne » Warto wiedzieć » Do 75. rocznicy Zbrodni Katyńskiej. „Lubiańskije malcziki” – stalinowskie katy

Do 75. rocznicy Zbrodni Katyńskiej. „Lubiańskije malcziki” – stalinowskie katy

Błochin, Nadaraja, Magin oraz inni kaci z NKWD

Enkawudzista Wasilij Blochin, osobiście zastrzelił około 50 tys. skazanych na śmierć więźniów, także Polaków w Katyniu. Jego koledzy w zawodzie nie zdołali pobić „rekordu” Wasilija. Wielu z tych, kto wczoraj mordował jeńców wojennych, dzisiaj nadal są na liście najbardziej uhonorowanych oficerów w historii NKWD-KGB-FSB.

W carskiej Rosji, według historyków, w XX wieku był tylko jeden kat. Po rewolucji październikowej ich liczba gwałtownie wzrosła. Katami stają się wysoce postawieni oficerowie NKWD, które każdego dnia, zaczynając od początku rządów Stalina i do jego śmierci wykonywali wyroki śmierci. Dla porównania, w 1937 roku rozstrzelano 353 074 więźniów, w 1938 roku – 328 618. Prawie tysiąc każdego dnia. Po 1939 roku te liczby już nie są tak przerażające: 1939 – 2552, […], 1950 – 1609. Wyjątek stanowi 1940 rok, kiedy została dokonana Zbrodnia Katyńska – ponad dwa dziesiątki tysięcy Polaków, oraz dziesiątki tysięcy dezerterów z Armii Czerwonej w czasie II wojny światowej zostali skazani na śmierć. Jak ustalili badacze, większość mordów na więźniach dokonała niewielka grupa osób, dowodzona przez osobistych ochroniarzy Stalina.

Po śmierci Stalina na rozkaz Mykyty Chruszczowa powołano specjalną komisję do spraw zbrodni stalinowskich. Jednym z jej członków była Olga Szatunowska, bolszewiczka, która wróciła z łagrów. Rezultatem jej prac było podsumowanie, świadczące o tym, że w ZSRS do 1953 roku zostało aresztowanych 19,84 mln „wrogów”, z czego rozstrzelano około 7 mln.

 

 

Służu Sawieckomu Sojuzu

Borys Sopelniak jest jednym z nielicznych historyków w Rosji, spod pióra którego ukazało się kilka książek na temat stalinowskich katów. W 2006 roku została opublikowana jego praca pt. „Kaci epoki stalinowskiej”. Tym tematem zajmowali się historycy także w ZSRS. Trudnością dla badaczy było to, że nawet na Łubiance, siedzibie NKWD nie wielu wiedziało, czy zajmują się niektórzy oficerowie.

Wiedzieli tylko, że są wykorzystywani do zadań specjalnych. Ich teczki osobowe były objęte tajemnicą państwową. W obowiązki takich „specjalistów” wchodziły także wykonania zadań wyznaczonych osobiście przez Josipa Wissarionowicza. O ich charakterze świadczy, na przykład tajemnicze zabicie w 1934 roku wpływowego komunisty Siergieja Kirowa.

Ponad 60% wyroków śmierci realizowano właśnie na Łubiance. Drugim wielkim miejscem zbrodni były obozy, w których eksterminowano Polaków. W głównej kwaterze NKWD w Moskwie było od 10 do 15 wysoce postawionych oficerów, którzy na „robotę”, jak mówili, wyjeżdżali do różnych miast i obozów koncentracyjnych. Według świadectw, zawartych w odtajnionych życiorysach, każdy z katów musiał być członkiem partii komunistycznej i mieć dobre charakterystyki i rekomendacji od kierownictwa partii. Oczywiście, że nie zawodzili. Wasilij Blochin, jeden z wykonawców zbrodni katyńskiej, osobiście zastrzelił około 50 tys. skazanych na śmierć więźniów. Jego koledzy w zawodzie osiągali nieco mniejsze rezultaty. Ale nawet one wprowadzają w szok – po kilka dziesiątków tysięcy niewinnych ofiar. Wielu z tych katów dzisiaj pozostają na liście uhonorowanych oficerów w historii FSB, jako następczyni NKWD i KGB.

 

Czekiści do zadań specjalnych

Bracia Szigalewy są jednymi z najbardziej znanych katów stalinowskich. Starszy, Wasyl, skończył w rodzinnej miejscowości cztery klasy szkoły. Uczył się na szewca, ale zdecydował zaciągnąć się do Armii Czerwonej. Kilka lat brał udział w wojnie domowej jako strzelec z karabinu maszynowego. Potem został więziennym dozorcą na Łubiance. W 1937 roku Szigalew został mianowany na stanowisko współpracownika NKWD do zadań specjalnych. W taki sposób dowództwo maskowało katów. Niebawem na podobnym stanowisku znalazł się jego brat Iwan. Za kilka lat szybko awansował w stopniach oficerskich. Został odznaczony tytułem „honorowego czekisty” i kawalerem kilku orderów państwowych. Zajmował również wysokie stanowisko w kierownictwie partii komunistycznej.

Petro Jakowlew z 1922 roku po 1924 pracował w garażu Lenina i Stalina. Bardzo szybko został kierownikiem garażu i osobistym kierowcą jednego i drugiego przywódców ZSRS. Pełnił również stanowisko ochroniarza. W jakimś momencie zrezygnował z tej funkcji, żeby zrobić karierę szeregowego kata w komendanturze NKWD.

Osobisty ochroniarz Lawrenia Berii półkownik Nadarajan z Tbilisi, jak świadczą materiały tych czasów, także dokonywał egzekucji. Oprócz funkcji ochrony Berii, kat często rozstrzeliwał skazańców. Jeden z nielicznych, został osądzony po śmierci Stalina na termin 10 lat więzienia.

Prawdziwymi rekordzistami jednak są jeszcze bardziej zaawansowane czekiści. Piotr Maggo od 1920 roku był szefem wspomnianego w artykule więzienia NKWD w Moskwie. W 1931 roku został przeniesiony na stanowisko oficera do zadań specjalnych Państwowego Zarządu Politycznego przy NKWD RFSRS. Według badaczy, przeprowadził ponad 10 tys. egzekucji.

Historycy odnaleźli w archiwach notatki, w których ktoś zapisał, jak Maggo jego uczył rozstrzeliwać więźniów:
– Ręce tego, kogo prowadzisz na rozstrzelanie obowiązkowo muszą być związane z tyłu drutem. Masz jemu mówić iść naprzód, a sam, z naganem w ręce, za nim. Gdzie należy, mówisz jemu iść „na prawo”, „na lewo”, aż nie doprowadzisz do miejsca, gdzie wcześniej przygotowano opiłek czy piasek. Tam jemu przykładasz lufę do głowy – i „ciach”! A jednocześnie dajesz jemu mocnego kopniaka do dupy. Żeby krew nie trzasnęła na podkoszulkę i żeby żona znowu jej nie prała.

Borys Sopelniak w swojej książce „Śmierć na raty” opisuje, jak pewnego razu, rozstrzelawszy ponad dwa dziesiątka skazanych, Maggo na tyle wszedł w obraz kata, że przyjął za swojego „klienta” oficera, przydzielonego jemu do pomocy. „Spojrzał na niego i zawołał: „Czego tu stoisz? Rozbieraj się! Natychmiast! Nie to zastrzelę na miejscu!” Przestraszony oficer ledwie przekonał kata, że on jemu asystuje”.

Maggo był ciężkim alkoholikiem. W pomieszczeniu, gdzie sprawcy czekali wezwania do pracy, zawsze stało wiadro wódki, zakąska i dziesiątki flakonów z tanią wodą kolońską. Wódka, oczywiście, była potrzebna do codziennego picia żeby zagłuszać wyrzuty sumienia, natomiast wodą kolońską w końcu dnia zbrodniarzy zagłuszali zapach krwi i prochu od skóry i odzieży.

Inny jego kolega, wymieniony wyżej Wasyl Blochin. Z 1926 roku po 1934 pełnił funkcje komendanta Państwowego Zarządu Politycznego, a później – komendanta administracyjno-gospodarczego zarządu NKWD. W rzeczywistości Blochin był jednym z dowódców stalinowskich katów. Dowodził także egzekucjami na Polakach. Generał-major NKWD Tokariew w zeznaniach z tego czasu tak opisuje Błochina na miejscu zbrodni:

To było już w pierwszy dzień. Tak więc poszliśmy. I wówczas zobaczyłem całą tę grozę. Przyszliśmy tam. Po kilku minutach Błochin włożył swoją odzież specjalną: brązową skórzaną czapkę, długi skórzany brązowy fartuch, skórzane brązowe rękawice z mankietami powyżej łokci. Na mnie wywarło to ogromne wrażenie – zobaczyłem kata!” (Zeszyty Katyńskie).
Błochin po śmierci Stalina został pozbawiony stopnia wojskowego i przysługujących jemu ulg. Zastrzelił się. Na części swoich kolegów pod koniec lat 30. wykonał wyroki śmierci. Inni towarzysze poumierali w latach 40. Jedni zwariowali, inni skończyły jako alkoholicy. We wspomnieniach ktoś napisał: „oczywiście piliśmy, przecież jest to bardzo ciężka praca!
”…

Jan Matkowski, 05.03.15 r.

Czołowi kaci z NKWD

 

W miejscu pochówku enkawudzisty Maggo zawsze pojawiają się napisy „Pałacz” – Kat

 

Typowe sposoby mordowania więźniów przez specjalne brygady NKWD

 

 

 

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code