Jesteś tutaj: Home » AKTUALNOŚCI » Regiony » Winnicki » Będzie łatwiej z wizą? Nowa ustawa, która weszła w życie 1 lipca 2013 ma ułatwić Ukraińcom wyjazd do UE

Będzie łatwiej z wizą? Nowa ustawa, która weszła w życie 1 lipca 2013 ma ułatwić Ukraińcom wyjazd do UE

Zdjęcie zostało pobrane z www.unian.ua1 lipca weszła w życie nowa ustawa, ratyfikowana w Europarlamencie, wnosząca, na pierwsze spojrzenie oka, znaczące ułatwienia Ukraińcom w otrzymaniu wiz do krajów strefy Shengen.

Dziewięć nowych kategorii ukraińskich obywateli nie będą płacili za wizy i znacząco zmniejszy się ilość dokumentów, które oni muszą zbierać by tą wizę otrzymać. Uproszczony tryb wizowy będzie dostępny dla przedstawicieli religijnych i społecznych organizacji, kierowców międzynarodowych linii, krewnych osób-obywateli UE oraz kilku innych kategorii obywateli.

Opozycja w parlamencie chwali się, że to jej zasługa, a rządząca koalicja twierdzi, że ratyfikacja umowy o uproszczonym trybie wizowym jest rezultatem owocnej współpracy Rady Najwyższej z Eurokomisją.

Kto tak naprawdę skorzysta z nowych udogodnień wizowych? Czy będzie to znacząca ilość od ogólnej ilości wnioskujących o wizę, czy nowa ustawa ma tylko pokazać dobre chęci Unii Europejskiej w stosunku do Ukrainy?

Na pewno mały krok do przodu został zrobiony ale najważniejszy problem nie został rozwiązany – brak wolnych terminów rejestracji wniosków wizowych – jak przez stronę e-consulat.gov.pl, tak i w centrach wizowych VFS. Pod brakiem terminów mamy na myśli absolutną niemożliwość otrzymania wizy w przeciągu miesiąca, nawet jeżeli mamy poważny powód, by do Unii wyjechać.

O problemach i kolejkach przed punktami przyjmowania wniosków wizowych VFS już pisaliśmy, także kilka dni temu na zaprzyjaźnionym portalu Port Europa ukazał się podobny artykuł, bardzo szczegółowo opisujący to, z czym styka się ukraiński obywatel (często polskiego pochodzenia), próbując „wywalczyć” upragniony bilet do Europy – wizę Shengen. Publikujemy ten artykuł w całości także na naszym portalu:

Polskie wizy dla Ukraińców – paraliż konsulatu RP we Lwowie i bezradność MSZ

W opublikowanym niedawno na portalu PortEuropa tekście „Skandal wizowy w polskich konsulatach na Białorusi” opisano wadliwe działanie polskich konsulatów na Białorusi, praktycznie uniemożliwiające obywatelom Białorusi rejestrację w systemie e-Konsulat i złożenie w rozsądnym terminie wniosku wizowego bez korzystania z usług podejrzanych pośredników. Standardowym wytłumaczeniem polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych jest celowe blokowanie przez rządzący na Białorusi reżim rozbudowy polskich konsulatów, co jakoby uniemożliwia sprawne i szybkie wydawanie wiz Białorusinom. Tłumaczenie to jest jednak tylko częściowo prawdziwe.

Świadczy o tym sytuacja w polskim konsulacie we Lwowiena Ukrainie, gdzie pomimo niedawnej znacznej rozbudowy konsulatu oraz korzystania z pośrednictwa komercyjnych tzw. centrów wizowych (Punktów Przyjmowania Wniosków Wizowych) prowadzonych przez wywodzącą się z Indii firmę VFS Global, również niemożliwe jest złożenie wniosku wizowego w rozsądnym terminie bez korzystania z dodatkowych płatnych usług pośredników.

W opublikowanym kilka dni temu (20.6.2013) tekście [http://openmind.com.ua/2013/06/20/visa/] ukraiński podróżnik i blogerOrest Zubszczegółowo opisuje, przed jakim wyzwaniem stoi obywatel Ukrainy pragnący wybrać się do Polski i uzyskać w tym celu wizę we lwowskim konsulacie. Pierwszym koniecznym krokiem jest zarejestrowanie się w prowadzonym przez MSZ systemie e-Konsulat. Próba ta kończy się niepowodzeniem z powodu braku wolnych miejsc. Zresztą nawet jeżeli wyjątkowo pojawią się miejsca, to z reguły są one dostępne jedynie na 2 miesiące naprzód, czyli akurat na koniec sezonu wakacyjnego. Oficjalną alternatywą dla niedostępnej rejestracji przez e-Konsulat jest zarezerwowanie terminu złożenia wniosku w centrum wizowym firmy VFS Global za dodatkową opłatą w wysokości 20 euro. Według informacji na stronie centrum można rezerwować termin przez formularz na stronie albo telefonicznie. Przy próbie zarezerwowania terminu we Lwowie formularz na stronie wyświetla jednak komunikat o braku wolnych miejsc. Podobnie bezskuteczna jest próba rezerwacji terminu telefonicznie. Wynik: w sezonie przedwakacyjnym, a zatem wzmożonego zainteresowania wyjazdami, zarezerwowanie normalną drogą terminu na złożenie wniosku wizowego zarówno bezpośrednio w konsulacie, jak i w centrum wizowym jest niemożliwe. Najbliższe wolne terminy dostępne są, i to również ze znacznymi trudnościami, dopiero na ok. 2 miesiące naprzód.

Pojawia się zatem dość oczywisty wniosek, że ani wprowadzenie systemu e-Konsulat, ani też uruchomienie pobierających dodatkowe opłaty centrów wizowych, szeroko reklamowane przez MSZ jako posunięcia mające raz na zawsze rozładować kolejki, nie rozwiązały problemów z funkcjonowaniem lwowskiego konsulatu. Nawiasem mówiąc,uruchomienie centrów wizowych odbyło się z naruszeniem przepisów Wspólnotowego Kodeksu Wizowego nakazujących państwom członkowskim utrzymanie możliwości składania wniosków wizowych bez dodatkowej opłaty bezpośrednio w konsulacie. W przypadku polskiego konsulatu we Lwowie możliwość taka jest – jak wynika z opisu sytuacji przez Oresta Zuba – z reguły iluzoryczna. Centra wizowe, które z założenia miały ułatwiać złożenie wniosku osobom zamieszkałym daleko od konsulatu (z tego punktu widzenia pozytywnym zdarzeniem było otwarcie takich centrów w Tarnopolu i Iwano-Frankowsku), stały się w praktyce głównym sposobem przyjmowania tych wniosków nawet w tym samym mieście, którym znajduje się konsulat. Większość osób zamieszkałych we Lwowie, pomimo istnienia w tym mieście niedawno rozbudowanego polskiego konsulatu, jest zatem zmuszona do ponoszenia dodatkowej opłaty w wysokości ok. 20 euro za przyjęcie wniosku w centrum wizowym, o ile uda im się do tego centrum dostać. Ponieważ tego też nie można traktować jako pewnik, zdarzają się nawet niekiedy paradoksalne sytuacje, że mieszkańcy Lwowa w celu złożenia wniosku wizowego jeżdżą do mniej zatłoczonych centrów wizowych w Tarnopolu albo Iwano-Frankowsku.

Wokół nieefektywnego konsulatu we Lwowie wyrósł cały krąg mniej lub bardziej podejrzanych pośredników oferujących za dodatkową zapłatą pomoc w uzyskaniu wizy. Z opisu Oresta Zuba wynika, że skorzystanie z ich usług jest obecnie w zasadzie jedynym sposobem uzyskania wizy w rozsądnym terminie pozwalającym jeszcze na wakacyjny wyjazd. Część pośredników oferuje jedynie pomoc w złożeniu wniosku. Stawki są różne w zależności od stopnia oferowanych ułatwień. Zwykła rejestracja w centrum wizowym w pierwszym dostępnym normalną drogą odległym terminie (np. za 2 miesiące), czyli podejmowanie przez pośrednika do skutku prób dodzwonienia się do centrum wizowego, kosztuje 120 – 200 hrywien (od 12 do 20 euro). Oferowanie tego typu pomocy jest jeszcze w pełni uczciwą działalnością, ale dalej zaczyna się patologia z pogranicza przestępczości. Usługa polegająca na skorzystaniu przez pośrednika z kontaktów w centrum wizowym i rezerwacji normalnie niedostępnego terminu złożenia wniosku za 10 do 20 dni kosztuje już, według informacji uzyskanych przez Oresta Zuba, 800 hrywien (ok. 80 euro). Koszt uzyskanej w ten sposób polskiej wizy wynosi zatem łącznie ok. 165 euro (35 euro opłaty wizowej, 20 euro opłaty pobieranej przez VFS Global, ok. 30 euro za ubezpieczenie oraz dodatkowe 80 euro za przyspieszenie rezerwacji terminu). Również pod samym budynkiem konsulatu działają podejrzani pośrednicy, którzy oferują przyspieszoną rejestrację przez e-Konsulat z możliwością złożenia wniosku bezpośrednio w konsulacie w ciągu kilku dni za 150 dolarów (ok. 115 euro). Według szacunków Oresta Zuba, koszt uzyskania wizy tą drogą rośnie zatem do 180 euro (35 euro opłaty wizowej, ok. 30 euro za ubezpieczenie oraz 115 euro nieoficjalnej opłaty na rzecz pośrednika). Jaskrawo pokazuje to, jak pozornym ułatwieniem dla Ukraińców było obniżenie kilka lat temu opłat wizowych z 60 euro do 35 euro. Rzeczywisty koszt wizy stanowi wielokrotność tej kwoty.

Jeszcze bardziej niepokojące są krążące pogłoski o możliwości „załatwienia” nie tylko rejestracji, ale i samej wizy za kwotę od 250 euro wzwyż. Niewątpliwie znaczna część, a być może wszyscy oferujący taką „usługę” pośrednicy to zwykli oszuści. Dla wiarygodności Polski bardzo szkodliwe jest jednak samo szerzenie się takich pogłosek, a już zupełną katastrofą wizerunkową byłoby, gdyby okazały się one prawdziwe (tak jak rok temu w przypadku konsulatu w Łucku, gdzie notabene tworzenie tzw. sztucznej kolejkibyło mechanizmem napędzającym korupcyjny proceder).

Konsulat we Lwowie jest w dużej mierze sam winny dużej ilości osób składających wnioski wizowe, gdyż ciągle – pomimo pewnej poprawy sytuacji w ostatnich latach –wydaje za mało wiz wielokrotnych z długim terminem ważności, zmuszając te same osoby do regularnego powtarzania uciążliwej procedury ubiegania się o wizę. Przykładowo, Orest Zub, autor cytowanego powyżej tekstu, od kilku lat otrzymuje ciągle wizy z rocznym terminem ważności, mimo pozytywnej historii wizowej (ok. 10 wiz Schengen), potwierdzonej dokumentami stałej współpracy biznesowej z polskim partnerem i braku jakichkolwiek naruszeń przepisów wizowych w czasie poprzednich regularnych podróży do Unii Europejskiej. Dla takich osób Kodeks Wizowy przewiduje możliwość wydawania wiz z pięcioletnim terminem ważności.Nietrudno policzyć, że wydanie wizy pięcioletniej zamiast pięciu wiz rocznych zmniejszyłoby obciążenie konsulatu nawet o 80%.

Obecna sytuacja jest ze wszech miar szkodliwa. Przez złą organizację i nieefektywność konsulatów MSZ w istocie niszczy to, co stara się osiągnąć polska polityka wschodnia oraz działalność polskich instytucji i organizacji sektora pozarządowego – poprawę stosunków ze wschodnimi sąsiadami budowaną na wspieraniu kontaktów międzyludzkich, współpracy w zakresie edukacji, inicjatyw kulturalnych itp. Dodajmy, że często są to działania finansowane ze środków tegoż samego MSZ. Do tego dochodzi całkiem wymierna i dająca się obliczyć w pieniądzach (niemałych) szkoda, jaką ponosi polska gospodarka z powodu rezygnacji części ukraińskich klientów z przyjazdów turystycznych czy zakupowych do Polski. Nieprzypadkowo ukraińskie miasta zalane są ofertami wczasów w Egipcie czy Turcji, a ostatnio ukraińscy turyści tłumnie latają do Izraela – kraje te albo zrezygnowały z wymagania wiz od obywateli Ukrainy, albo wystawiają wizy w ciągu kilku minut na granicy. Zła organizacja konsulatu Polski we Lwowie powoduje, że polski sektor turystyczny już na samym starcie przegrywa tu z konkurencją.

Niestety znaczny stopień winy za narastanie opisanych powyżej problemów ponosi MSZ. Za kuriozalne należy uznać tłumaczenie blokowania strony e-Konsulat atakami hackerów, którym rzekomo nie da się zapobiec. Tłumaczenie to wskazuje co najwyżej na żenującą niekompetencję informatyków MSZ. Dla porównania, hackerzy jakoś nie są w stanie złamać systemów informatycznych działających w Polsce banków, mimo że niewątpliwie mogłoby to dla nich być znacznie bardziej zyskowne niż ataki na system e-Konsulat. Być może problem dałoby się zatem częściowo rozwiązać zatrudniając w MSZ informatyków o kompetencjach porównywalnych z fachowcami pracującymi nad systemami bankowości internetowej? Brakuje też wyraźnego zalecenia MSZ, aby konsulaty w maksymalnym dopuszczonym przez prawo UE zakresie korzystały z możliwości wydawania wiz długoterminowych, co zlikwidowałoby znaczną część popytu na wizy. Wydaje się też, że szwankuje bezpośredni nadzór MSZ nad konsulatami, który powinien prowadzić chociażby do kierowania do najbardziej obciążonych placówek wyłącznie pracowników wykazujących się wyjątkową sprawnością w sprawach organizacyjnych.

Z docierających do piszącego te słowa wiadomości – także od przedstawicieli MSZ – wynika też, że Ministerstwo działa jak trzy małpki ze znanego azjatyckiego symbolu, nie zauważając problemu, dopóki nie zostanie on formalnie zgłoszony w trybie wniesienia skargi. Oczywiste jest tymczasem, że przeciętny ukraiński wnioskodawca nie orientuje się w możliwości złożenia skargi do Ministerstwa, nie jest też z reguły w stanie napisać pisma w języku polskim. Tutaj przynajmniej częściowo może pomóc tekst Oresta Zuba, którego blog jest na Ukrainie stosunkowo poczytny. Podano na nim link do strony MSZ z formularzem wnoszenia skarg (https://www.msz.gov.pl/pl/p/msz_pl/kontakt/skargi_i_wnioski/skargi_i_wnioski) oraz przeznaczony do tego celu adres skargi.wnioski@msz.gov.pl. Warto polecić tę drogę też polskim czytelnikom niniejszego tekstu, jeżeli zapraszają przy różnych okazjach do Polski obywateli Ukrainy i spotykają się przy tym z problemami z funkcjonowaniem konsulatów. Zgodnie z przepisami kodeksu postępowania administracyjnego MSZ ma obowiązek udzielenia odpowiedzi na skargę w terminie miesiąca, o ile tylko składający skargę poda swój adres pocztowy. O nieprawidłowościach w działaniu konsulatów, składanych skargach i otrzymanych odpowiedziach warto informować też Koalicję na rzecz Europy bez Wiz, koordynowaną przez Fundację Batorego, która zbiera takie sygnały w ramach akcji Visa Whistle-blower (http://visa-free-europe.eu/about-us/visa-whistle-blower/). Informacje te Koalicja wykorzystuje w działaniach mających na celu liberalizację polityki wizowej UE, a docelowo pełne zniesienie wiz dla obywateli wszystkich państw Europy.

Składanie skarg do MSZ oraz działania Koalicji na rzecz Europy bez Wiz nie przyniosą jednak żadnego rezultatu bez priorytetowego potraktowania problemu przez kierownictwo MSZ. Zamiast półśrodków, tylko częściowo prawdziwych wyjaśnień oraz rytualnych zapewnień o znaczeniu współpracy z Ukrainą, kierownictwo MSZ powinno postawić sobie jasny cel, aby każdy obywatel Ukrainy mógł złożyć w dowolnym momencie wniosek wizowy i otrzymać wizę o jak najdłuższej ważności w przewidzianym prawem terminie (10 dni) ponosząc koszty nie przekraczające przewidzianej prawem opłaty wizowej (35 euro, z szerokimi możliwościami zwolnień np. dla uczestników współpracy akademickiej). Z realizacji tego celu powinny być rozliczane zarówno placówki konsularne, nadzorujące je jednostki MSZ, jak i pracownicy zajmujący się funkcjonowaniem systemu e-Konsulat. Dopóki cel ten nie zostanie zrealizowany, Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP trudno jest uważać za instytucję wiarygodną, a zapewnienia o „strategicznym partnerstwie”, czy „Polsce jako adwokacie Ukrainy w Unii Europejskiej” pozostają pustymi hasłami.

Marek Porzycki

Artykuł przedstawia wyłącznie osobiste poglądy autora i nie wyraża stanowiska żadnej organizacji ani instytucji, z którą autor współpracuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code